poniedziałek, 7 lutego 2011

Jak spędziłem koniec lata




Piękny, dziki i surowy krajobraz filmowej wyspy Aarczym na Oceanie Arktycznym. Na jego łonie żyje w swoim własnym, małym świecie stary meteorolog od lat dokonujący pomiarów co 3 godziny, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Pewnego dnia dołącza do niego młody mężczyzna przybyły tam w celach prawie turystycznych, odbywający staż. Buduje się między nimi specyficzna relacja. Jeden twardy, apodyktyczny, drugi niedojrzały, niepotrafiący się odnaleźć. Często ucieka od wszechobecnej ciszy zakładając na uszy słuchawki z głośną muzyką, czasem chowając się do krainy gier komputerowych. Najwyraźniej trudność mu sprawia pozostawanie na dłużej samemu z własnymi myślami.

Nagle nastroje, relacje i sytuację zmienia pewna informacja, która rodzi u młodego samonapędzające się szaleństwo.

Mało słów. Prawie sam obraz, dźwięk i ruch. Budząca emocje widzów, pięknie sfotografowana historia pełna prostoty i wiarygodności psychologicznej. Odrobinę przywodzi na myśl skojarzenia z „Powrotem” A. Zwiagincewa.


Jak spędziłem koniec lata / Kak ya provel etim letom
reż. Aleksei Popogrebsky, 2010

Moja ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz