piątek, 2 czerwca 2017

Przegląd obejrzanych - KWIECIEŃ i MAJ 2017

W minionych dwóch miesiącach działo się tak dużo i niefilmowo, że zupełnie nie miałem czasu oglądać i pisać. Jednak kilka tytułów udało mi się poznać, więc odnotuję je z kronikarskiego obowiązku.

Po kolei, od najgorszego do najlepszego:


Próba ogniowa  (2008) reż. Alex Kendrick
★★✰✰✰
Nie oglądajcie tego filmu. Jest on obrzydliwie moralizatorski i łopatologiczny. Cała historia jest do bólu sztuczna, plastikowa. Nieumiejętnie próbuje wtłaczać z góry założone tezy. Tani wyciskacz łez.
Fireproof, USA

Pamiętnik Andrzeja Kondratiuka  (2006) reż. Andrzej Kondratiuk
★★✰✰✰
Tylko dla największych fanów twórczości AK.
dokumentalny, Polska

Córa Marnotrawna (2001) reż. Andrzej Kondratiuk
★★✰✰✰✰
Bardzo specyficzny. Dużo w nim dobrych pomysłów i inteligentnych zabaw z widzem, lecz wszystkie one zostały upchnięte w nierównej fabule i szaro-burym, tanim wykonaniu.
Polska

Mama (2014) reż. Xavier Dolan
★★✰✰✰
Nie zrobiłem notatek po filmie i teraz nie pamiętam, co dokładnie mi się w nim nie podobało, choć uwag do tego filmu miałem mnóstwo. Początek oglądało się bardzo dobrze, gdyż jest to wyraziste kino z ciekawie zarysowanymi sylwetkami głównych bohaterów. Niemniej, całość jest zbyt przeciągana. W końcówce miałem wrażenie, że twórcy sami się  pogubili. Może po prostu film powinien skończyć się dużo wcześniej? Główny trzon, czyli wątek fantastyczny jest zupełnie nietrafiony. Miałem wrażenie, że był dorobiony na siłę, aby reszta filmu miała jakikolwiek sens. Z kolei, główny bohater jest niewiarygodnie wyidealizowany. Dolan narzuca nam swoje zdanie na jego temat, z którym od początku się nie zgadzałem. W efekcie, całość - nie tylko zachowania głównych bohaterów - bardzo irytuje. Niemniej, jest to ciekawe, odważne i warte uwagi kino, choć nie najwyższych lotów.
Mommy, Kanada

Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham (2016) reż. Paweł Łoziński
★★✰✰
Film składa się z trzech, wciąż powtarzanych ujęć. Każde z nich zawiera twarz jednego z trojga bohaterów. Całość dzieje się w jednym pomieszczeniu. Wszystko sprowadza się do wyrażania uczuć poprzez słowa. Oryginalna forma dobrze oddaje treść, która może poruszyć widza, o ile ten wcześniej nie zaśnie przed ekranem. Ten dokument albo zrobić na Was wrażenie, albo nie wytrzymacie do końca. Ja miałem przyjemność go obejrzeć w ramach "Filmoterapii z sensem".
dokumentalny, Polska

Harold i Maude (1971) reż. Hal Ashby
★★✰ 
Niesamowity film! Pełen nie mniej szalonych pomysłów, niż jego główni bohaterowie. Ten obraz wręcz kipi od specyficznego humoru, dobrej muzyki i oryginalnych, zapadających w pamięci scen. Ma niesamowity nastrój, podkreślony grą aktorską. Całość jest bardzo wyrazista i skłaniająca do refleksji. Dla mnie bomba! Zobaczcie sami poniższy zwiastun: 
Harold and Maude, USA



piątek, 31 marca 2017

Przegląd obejrzanych - MARZEC 2017

W minionym miesiącu obejrzałem sporo bardzo ciekawych filmów...

Po kolei, od najgorszego do najlepszego:


Wakacje pana Hulot  (1953) reż. Jacques Tati
★★✰✰✰
Specyficzny – to jedyne, co dobrego mogę powiedzieć o tym filmie. Co prawda, może podobać się jego wakacyjny nastrój i słoneczny świat wybrzeża Francji, ale nie oferuje on niczego, poza tym. Na pewno jest jakiś, pełen charakterystycznego humoru, być może nawet będącego inspiracją dla Chmielewskiego („Nie lubię poniedziałku”), lecz scena za sceną, a raczej skecz za skeczem, miałem wrażenie, że jest to zupełnie o niczym. Dodatkowo wydarzenia, o ile tak to można w ogóle nazwać, nie rozgrywały się dostatecznie dynamicznie i szybko, a z każdego kolejnego zupełnie nic nie wynikało dla dalszej części filmu. Do tego, w wykonaniu razi sporo niedoróbek (nawet 25 lat starszy Chaplin był lepiej wykonany). Koniec końców, ten film, jako całość, jawi się jako kiczowata komedyjka. Jak dobrze, że przyszła francuska nowa fala.
Les Vacances de Monsieur Hulot, Francja

Trzy dni  (1991) reż. Sharunas Bartas
★★✰✰✰
Od początku w oczy rzuca się słaby montaż i ponure przestrzenie zachodniej części upadającego ZSRR. Nic się nie dzieje, nie wiadomo, o co chodzi, a wydaje się, że nie chodzi o nic. Nie było wprowadzenia, ba, nawet nie było ani jednego bliższego kadru, abyśmy mogli zobaczyć, jak wyglądają główni aktorzy. Pierwsze pół godziny tylko jacyś ludzie chodzą po ekranie w tę i we w tę. Trudno nawet nazwać ich bohaterami, bo nikt ich nie przedstawił. Całość jest piekielnie wymagająca. Choć stanowi spójny artystyczny obraz, w którym udało się uchwycić pewne emocje i stany ducha, trudno mi to kupić. Jest zbyt dosłownie, zbyt łopatologicznie. Gdyby chociaż była tam odpowiednio dobrana muzyka, lepsze zdjęcia, lepsza reżyseria. Doceniam treść, nie pochwalam za formę - smutne, postne kino.
Trys dienos, ZSRR

Pod piaskiem (2000) reż. François Ozon
★★✰✰✰✰
Na początku, atmosfera tajemnicy i niepokoju zapowiadała historię a'la "Basen". Film jednak okazał się klasycznym dramatem, głęboko wchodzącym do umysłu bohaterki. Swoistym studium traumy, tudzież szoku. Niestety, autorzy scenariusza miotali się równie bardzo, co główna bohaterka. W efekcie, był to obraz mało zwięzły i uporządkowany, choć przejawiał całkiem spore ambicje.
Sous le sable, Francja i in.

Sława (1980) reż. Alan Parker
★★✰✰✰✰
To film z gatunku tych kultowych, choć niezbyt artystycznie zaawansowanych. Oddaje nastrój tamtych lat, jest obrazem tamtego pokolenia. Ogląda się go doskonale, zawiera kilka świetnych scen, ale jako całość, niewiele pod względem treści ma do zaoferowania. Scenariuszowi można zarzucić całą masę uroszczeń, płycizn, a wykonaniu delikatnego szpanerstwa. Ot, takie lekkie, proste i przyjemne kino. Jako dzieło popkultury, „Fame” jest warte odnotowania, a – jeżeli ktoś lubi takie produkcje – również obejrzenia.
Fame, USA

Poezja (2010) reż. Chang-dong Lee
★★✰✰✰✰
Egzotyczni bohaterowie i ich decyzje, które trudno zrozumieć. Siląca się na mądrość i piękno fabuła. Jednak zbyt rozwlekła, z wieloma zbędnymi scenami i ujęciami. Zbyt wiele wątków, które zbyt mało mają ze sobą wspólnego. Słaba, zbyt otwarta końcówka. Ciekawa treść i postać głównej bohaterki, nie do końca udana reżyseria, scenariusz i wykonanie.
Shi, Korea Południowa

Wynająłem płatnego mordercę (1990) reż. Aki Kaurismäki
★★✰✰✰✰
Bardzo chłodny, specyficzny nastrój filmu. Przerysowane, nieco karykaturalne postaci głównych bohaterów. Pełne czarnego humoru ich wybory, całe sceny i rozwój fabuły. Jest to na pewno coś nietypowego, oryginalnego. Poza tym, podobały mi się matowe kadry, pełne pastelowych kolorów i głębokich czerni. Wyglądało to bardzo plastycznie i było ładnie kadrowane. Sama treść była przewidywalna, choć częściowo wynikało to ze stylu filmu i charakteru głównego bohatera. Historia miała sens, choć nie była jakoś specjalnie głęboka.
I Hired a Contract Killer, Finlandia i in.

Pamiętnik filmowy Igi C. (2000) reż. Iga Cembrzyńska
★★✰✰✰ 
Rarytas dla fanów - takich jak ja - zakochanych w Gzowie i filmach Igi i śp. Andrzeja. Magia przyrody, zmiany pór roku, beztroska, przemijanie. Warto dla każdej kolejnej sceny w łódce lub pod kwitnącą wiśnią. Oglądając, cieszę się jak As.Wszystkim, którzy jeszcze nie znają twórczości A. Kondratiuka, gorąco polecam "Cztery pory roku", "Wrzeciono czasu", "Słoneczny zegar", "Gwiezdny pył"...
dokumentalny, krótkometrażowy, Polska

Manchester by the sea (2016) reż. Kenneth Lonergan
★★✰✰✰
Bardzo solidnie wykonany i przemyślany. Przekonują jego bohaterowie i świat przedstawiony, dzięki czemu ogląda się dobrze. Całość ma sens, choć nie porywa, bo brakuje jej pazura… a może tej wręcz matematycznej dokładności znanej z „Margaret”? Może jakiegoś szczypania i denerwowania widza podczas seansu? W każdym razie, dobry film.
USA

Gorączka złota (1925) reż. Charles Chaplin
★★✰✰✰
Dzięki takim filmom sztuka filmowa się rozwijała i zyskiwała rzesze fanów. Jest to historia napisana ku uciesze gawiedzi, czysta rozrywka oprawiona w ładną historię o czymś. Sposób jej opowiedzenia, otwartość, prostota, czytelność sprawiają, że film broni się nawet dzisiaj, już prawie 100 lat od premiery. Zaskakuje bardzo dobre, dopracowane wykonanie. Bardzo łatwo dać się porwać tej konwencji i polubić film Chaplina.
The Gold Rush, USA

As w potrzasku (1951) reż. Billy Wilder
★★✰✰
Łatwy i przyjemny film dla mas. Jednak jego scenariusz jest klasyczny, wręcz wzorowy. Podejrzewam, że na podstawie tego filmu, prowadzono zajęcia w szkołach filmowych, a inni scenarzyści się na nim wzorowali. Są tu ciekawi bohaterowie, jest oryginalny pomysł na fabułę, intryga, dobre dialogi, odrobina dramaturgii i przemiana głównego bohatera. Całość, choć niespecjalnie głęboka, to porusza ciekawe i uniwersalne tematy przy użyciu dość widowiskowej historii. W pełni zasłużone miejsce na liście klasyki Hollywood. Warto zobaczyć!
Ace in the Hole, USA


FILM MIESIĄCA:




Zakazane zabawy (1952) reż. René Clément
★★
Prosty, szczery i piękny film. Z jednej strony, los dziecka w czasie wojny. Z drugiej, życie na francuskiej wsi, przypominające odrobinę „Samych swoich”. Z trzeciej, spotkanie niewinnych dzieci z tajemnicą śmierci i pytaniami o dusze, zbawienie ludzi i zwierząt. Wreszcie, przyjaźń, a może nawet jakieś pierwsze dziecięce zauroczenie. Można się i pośmiać, i wzruszyć. Całość dobrze zagrana, sfotografowana i wyreżyserowana. Jedna z możliwych interpretacji tytułu, czyli zakazanych zabaw, oryginalna, zapadająca w pamięć.
Film został wyróżniony znakiem jakości "KYRTAPS Poleca!", przyznawanym od ponad 10 lat mało znanym filmom, wyróżniającym się pod względem artystycznym.
Jeux Interdits, Francja


środa, 1 marca 2017

Przegląd obejrzanych - LUTY 2017

W minionym miesiącu obejrzałem wiele świetnych filmów... ale po kolei, od najgorszego do najlepszego:


Moonlight (2016) reż. Barry Jenkins
★★✰✰✰✰✰
Tak się złożyło, że najniżej ocenionym w tym miesiącu filmem okazał się zwycięzca tegoroczny Oscarów. Jest to film dość nierówny. Na początku może się podobać jego tematyka, punkt widzenia, świat przedstawiony oraz postaci głównych bohaterów. Jednak już na tym etapie, cała ta historia wydaje się zbyt prosta i płytka psychologicznie, aby mogła być prawdziwa. Następnie dostrzegalny jest brak konsekwencji jej twórców. W efekcie, dalsza część filmu się rozjeżdża. Traci spójność, staje się zbyt rozwlekła, przeciągana i naciągana. Wszystko to, czego dowiedziałem się przez całe ostanie pół godziny, zdolny reżyser powiedziałby w dwóch przemyślanych scenach. Nic szczególnie złego w tym filmie nie razi, ale z drugiej strony, brakuje mu ikry. Końcówka mdła, bezbarwna. Twórcy filmu wyraźnie wystrzelali się na początku i na zakończenie zostały już im tylko same ślepaki.
USA

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (2016) reż. Paolo Genovese
★★✰✰✰✰
Ciekawy pomysł na film. Grupa znajomych, podczas wspólnej kolacji, rozpoczyna pewną grę. Kładą telefony na stół i korzystają z nich wyłącznie publicznie, tj. czytają na głos wiadomości, pokazują innym zdjęcia, rozmawiają w trybie głośniomówiącym. Ogląda się to lekko i zabawnie, choć różne brudy wychodzą na wierzch. W pewnym momencie film robi się trochę naciągany i przesadzony, tym bardziej, że zbyt głębokiej psychologii i rysów postaci w nim nie znajdziemy. Sprytne zakończenie.
Perfetti sconosciuti, Włochy

Portier z hotelu Atlantic (1924) reż. F.W. Murnau
★★✰✰✰
Czytelna historia, którą ogląda się dobrze. Dramat osobisty i społeczny rozgrywający się w ładnej scenografii, dobrze sfotografowany, ozdobiony przepiękną muzyką. Jak dla mnie zbyt mało treści. Historia zbyt prosta, oczywista i naiwna, nawet jak na niemą produkcję z przed ponad 90 lat.
Der letzte Mann, Niemcy

Blue Jasmin (2013) reż. Woody Allen
★★✰✰✰
Scenariusz jest naprawdę dobry - bohaterowie ciekawi, a historia umiejętnie zbudowana. W kilku scenach można dostrzec inteligentny błysk Allena, dzięki któremu zasłynął on przed wieloma laty. Po wielu bezbarwnych filmach wyprodukowanych w ostatnim czasie, Allen tym razem stworzył coś nieco bardziej wyrazistego. Co prawda, nie ma w nim nic odkrywczego pod względem formy ani nic przesadnie wartościowego pod względem treści, ale to bardzo solidne, trzymające wysoki poziom, kino o czymś.
USA

Pan Turner (2014) reż. Mike Leigh
★★✰✰✰
Charakterystyczny sposób bycia głównego bohatera zapamiętam na długo dzięki świetnej roli Spalla. Film jest dopracowany w najmniejszym detalu. Mnóstwo w nim dyskretnych ozdobników i sprytnych posunięć. Uwagę przykuwają ładne wnętrza i krajobrazy, a to dzięki dobremu światłu i zdjęciom. Świetne są tu pojedyncze sceny i dialogi. Znakomite jest samo zakończenie. Jednak całość, jak dla mnie, zbyt monotonna i przydługa. We znaki daje się brak dramaturgii. Trzeba lubić takie kino, aby móc w pełni docenić ten film.
Mr. Turner, Wielka Brytania 

Scena ciszy (2014) reż. Joshua Oppenheimer
★★✰✰✰
Pierwszy, z dwóch przerażających dokumentów. Poświęcony masowym mordom w Indonezji, w których zginęło około miliona ludzi. Film ważny, pokazujący problem z dzisiejszego punktu widzenia. Ozdobiony ładnymi zdjęciami. Co prawda pokazuje emocje, przekonuje dialogami i bardzo mocno trzyma się prawdy, ale w jego formie zabrakło mi jednak umiejętnego budowania dramaturgii oraz lepszego uporządkowania poruszanych wątków. Pod tym względem, jego twórcy powinni brać przykład z polskiego, dość podobnego dokumentu...
The Look of Silence, dokumentalny, międzynarodowy

Miejsce urodzenia (1992) reż. Paweł Łoziński
★★✰✰
Bohater wraca po latach z USA do Polski i próbuje się dowiedzieć, co się stało z jego bratem oraz jak został zamordowany jego ojciec. Spotyka się z ludźmi, którzy ratowali Żydów podczas II wojny światowej. Umiejętnie zostało przedstawione tu mini-śledztwo. Jest tajemnica i niepokój. Stopniowo przekazywana treść filmu przeraża! Łoziński w odpowiednich momentach potrafi skierować kamerę na twarz bohaterów, aby zarejestrować ich emocje. Brawo! Choć film na pierwszy rzut oka wygląda na amatorską produkcję na kręconą na VHS, jest znakomity.
dokumentalny, Polska 

Błędny ognik (1963) reż. Louis Malle
★★✰✰
Klasyka kina nowej fali. Fabularnie podobny do "Pętli" Hasa. Samotność, szukanie sensu, poczucie goryczy... Dobrze zrobiony, nastrojowy film psychologiczny. Nie można mu odmówić jakości, choć mnie jakoś szczególnie nie uwiódł.
Le feu follet, Francja 

Pokot (2017) reż. Agnieszka Holland
★★✰✰
Jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat. Świetnie napisany i wykonany. Przezabawny, baśniowo-oniryczny, a za chwilę mroczny kryminał. Ma jednak pewne niedoskonałości, o których więcej w pełnej recenzji [tutaj].
Polska

Poniedziałek (2000) reż. SABU
★★✰✰
Miałem mieszane uczucia po tym filmie. Z jednej strony jest niesamowity, oryginalny, gra na emocjach, trzyma w napięciu, jest zrobiony wręcz popisowo. Z drugiej strony, o czym to właściwie miało być? Pierwsza scena bardzo efektowna, ale czy efektywna? Przecież ona była o niczym. Gdyby ją wyciąć, film raczej niczego by nie stracił. Rozwinięcie oglądało się dobrze… w poczuciu, że jest pozbawione głębszego sensu. Wszystko jest tu nieszablonowe, pomysłowe, wręcz popisowe, ale o niczym. Końcówka świetna, zaskakująca, zwodząca. Kapitalna dramaturgia. I tu pojawia się sens… czy raczej wydmuszka? Mimo wszystko, film wart obejrzenia, choćby dla czystej rozrywki, bo to bardzo umiejętnie zrobione i oryginalne, choć nieco szpanerskie, bawiące się formą, kino. 
Monday, Japonia 

Margaret (2011) reż. Kenneth Lonergan
★★
Bardzo złożony i dobrze przemyślany scenariusz. Historia pełna rozmaitych problemów podsuwanych widzowi na wielu poziomach opowieści. Bogate i przekonujące psychologicznie portrety wszystkich bohaterów, którzy zostali tu ze sobą skonfrontowani. Kapitalny film, któremu brakuje zwrotów akcji i dramaturgii, a przez większość czasu jest zbyt monotonny, choć ważny. Pełna recenzja do przeczytania [tutaj].
USA

Z życia marionetek (1980) reż. Ingmar Bergman
★★✰✰
Trudne i przegadane kino. Chwilami miałem wrażenie, że lepiej by się stało, gdyby scenariusz został wydany w formie książki..., że lepiej ta historia się nadaje do czytania, niż oglądania. Jednak ostatecznie, ten film się broni treścią, niespotykanie głęboką analizą psychiki głównego bohatera, konsekwencją Bergmana oraz zdjęciami Nykvista. W efekcie, wchodzi on do głowy i już tam zostaje. Każe o sobie myśleć, bo ma moc oddziaływania na widza.
Aus dem Leben der Marionetten, RFN i Szwecja


ARCYDZIEŁO

Furman śmierci (1921) reż. Victor Sjöström
★★
Kino nieme z przed prawie 100 lat jest dzisiaj raczej mało atrakcyjne, gdyż posługuje się prymitywnymi środkami wyrazu. Jednak ten tytuł broni się tym, że przy pomocy raczkującego dopiero języka filmu, jego twórcom udało się stworzyć piękny, poetycki przekaz. W efekcie, forma tego filmu nie tylko jest bardzo przystępna, ale wręcz zachwyca. Bardzo łatwo zapomnieć, że to kino nieme, i dać się porwać fabule. Tym bardziej, że kolejne sceny opowiedziane są z dużym wyciem i lekkością. Muzyka jest znakomita, a jej rola nie do przecenienia. Jest to wręcz zjawiskowy obraz, przedstawiający bardzo przemyślaną historię o uniwersalnym i ważnym przekazie. 
Körkarlen, Szwecja



FILM MIESIĄCA

Sól ziemi (2014) reż. Wim Wenders i Juliano Ribeiro Salgado 
★★
To w zasadzie również arcydzieło, choć nie filmowe. Film mocny, mądry, wręcz mistrzowski. Treść przerażająco głęboka, docierająca do najciemniejszych i najjaśniejszych zakamarków ludzkiej natury. Nie jest to jednak zasługa filmowców, ale głównego bohatera – fotografa Salgado, który zdjęciami i słowem opowiada o tym, gdzie był i co widział przez ostatnie 50 lat swojej niezwykłej twórczości. A był w Etiopii podczas wielkiego głodu, Rwandzie podczas rzezi, w Jugosławii podczas wojny, czy wreszcie w Brazylii podczas sadzenia nowego lasu. Wielkie dzieło niesamowitego człowieka! A sam film sprawia wrażenie, jakby Wenders próbował naśladować Herzoga. W efekcie, narracja i wprowadzenie psują całość. Gdyby filmowcy skromnie odsunęli się w cień, wyszłoby to jeszcze lepiej. Mimo to, „Sól ziemi” jest pozycją obowiązkową dla każdego. Gorąco polecam!
Le sel de la terre, dokumentalny, Brazylia, Francja, Włochy



poniedziałek, 27 lutego 2017

Pokot

Na początku filmu, z każdego rogu ekranu wychodzą zwierzęta. Miejsce akcji, czyli rejon Kłodzka, wygląda jak jakaś Arka Noego. Chwilę później, zaczyna się lekko irytująca narracja. Agnieszka Mandat po prostu nie robi pauz, przez co jest mało zrozumiała, i zamiast budować nastrój, wprowadzać w opowieść, jest przeciwskuteczna. Dalej, co by się nie działo, w każdej scenie znajdują się nawiązania do zabijania zwierząt przez myśliwych. Sprawia to wrażenie braku umiaru, wtłaczania widzom pewnych treści - wręcz - pewnej napastliwości.

Na szczęście, to tylko wrażenia z początku filmu. Później jest coraz lepiej, a wszystkie złe wspomnienia zostają zamazane i naprawione. Owe początkowe odczucia wynikają z tego, że film wciąż miesza konwencje, balansując między poważną dosłownością a oniryzmem - od baśni, przez komedię, po kryminał. Z czystym sumieniem, nie mogę jednak powiedzieć, że robi to umiejętnie. Trudno bowiem, szczególnie na początku, odebrać to tak, jakby życzyli sobie tego twórcy. Ten kłopot dotyczy także samej końcówki. W niej jednak, niestety, nie tylko problemem jest zrozumienie konwencji oraz intencji autorów filmu, ale zupełny bezsens zachowań bohaterów… Po prostu, jedną lub dwie sceny należałby wyciąć.

I już. Koniec listy wad. Teraz pora na laurkę, która się należy, bo to jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat.


Dobry i dopracowany scenariusz, pełen ozdobników, smaczków i perełek w postaci doskonałych dialogów i scen. Barwne, szczegółowo opisane postaci, czasem wręcz z krótkimi retrospekcjami wyjaśniającymi ich przeszłość. Bohaterów tego filmu po prostu można polubić.

To taka baśń z wieloma mrocznymi scenami przeplatanymi potężną dawką dobrego humoru – podczas seansu można bawić się jak na najlepszej komedii, by za chwilę oglądać sceny rozpaczy nad zabitym zwierzęciem. Sporo tu ciekawych odniesień kulturowych, aż po odjechane mieszanie konwencji (np. piosenka „Moja krew” śpiewana w kościele przez chór chłopięcy nad ciałem dzika). Całość dopełniają ładne zdjęcia, świetny montaż i, w ogóle, bardzo staranne wykonanie całego filmu. Jest to po prostu obraz wysokiej jakości.



A treść? Choć może nie jest jakoś specjalnie głęboka, to próbuje uwrażliwić widza na cierpienie zwierząt zabijanych przez myśliwych. Stawia pytania, jednak nie daje jasnych odpowiedzi. Uważam, że nie można zarzucić jej jednostronności. Co prawda, głównie patrzymy na świat i wydarzenia oczyma głównej bohaterki, dla której myśliwi są źli i koniec, ale z drugiej strony ta nasza Pani Duszejko uchodzi za wariatkę, a z jej dziwnym zachowaniem trudno się utożsamiać. Dzięki temu, widz może polubić szaloną emerytkę, ale nie koniecznie musi się z nią zgadzać. To w końcu myśliwi są racjonalnie działającymi, szanowanymi obywatelami, a Duszejko mieszkającą samotnie na odludziu wariatką, która odstawia szopki na komendzie policji i zachowuje się jak niezrównoważona emocjonalnie.

Zapraszam do kin. Raczej nie pożałujecie. Ja miałem dużą przyjemność z oglądania.

reż. Agnieszka Holland, 2017

Moja ocena: 8 /10

niedziela, 19 lutego 2017

Berlinale 2017

Co roku na całym świecie odbywa się tysiące festiwali filmowych. Setki z nich to festiwale międzynarodowe. Jednak tylko trzynaście zaliczanych jest do tak zwanej klasy „A”, czyli międzynarodowych festiwali konkursowych - imprez akredytowanych przez Międzynarodową Federację Zrzeszeń Producentów Filmowych. Do nich zaliczają się, m.in. festiwale w Karlowych Warach, Locarno, Montrealu, San Sebastian, Tokio, czy… Warszawie. Są to wydarzenia cieszące się największym rozgłosem, a przyznawane na nich nagrody sporo znaczą w świecie filmowym. Jednak, jak mi się wydaje, tylko trzy, z trzynastu festiwali listy „A”, zna chyba każdy. Są to festiwale w Cannes, Wenecji i Berlinie.

Mam wrażenie, że numerem jeden niezmiennie pozostaje Cannes. To w ramach konkursu rozgrywanego na Lazurowym Wybrzeżu, odbywają się światowe premiery najnowszych dzieł najwybitniejszych twórców. To w Cannes rywalizują ze sobą Michael Haneke, Ken Loach, bracia Dardenne, czy Bella Tarr. Festiwal, choć przejawia odrobinę skrzywienie pro-francuskie, wydaje się być jednym z najbardziej miarodajnych przeglądów najciekawszych nowości w danym roku. Tym bardziej, że aby się zakwalifikować do prestiżowego konkursu głównego, trzeba prezentować bardzo wysoki poziom.

Podczas, gdy Cannes to wielkie nazwiska wielkich reżyserów, Berlinale skupia się często na ciekawych produkcjach z Europy Środkowej, Bałkanów. Zawsze sporo jest na nim dzieł twórców, nieznanych bliżej zwykłemu widzowi, z nieco bardziej egzotycznych filmowo stron świata, jak na przykład Chiny, Peru, Turcja czy Iran. Festiwal w Berlinie jest bliskim nam, nie tylko geograficznie. To tam chętnie prezentują swoje nowe filmy polscy twórcy. Co prawda, bez znaczących sukcesów, gdyż nigdy żadnemu polskiemu dziełu nie udało się wygrać konkursu głównego.

W ostatnich latach Berlinale wygrywały takie filmy, jak: „Grbavica" (9/10), „Małżeństwo Tui", „Elitarni" (3/10), „Gorzkie mleko" (6/10), „Miód" (8/10), „Rozstanie" (9/10), „Cezar musi umrzeć" (8/10), „Pozycja dziecka" (7/10), „Czarny węgiel, kruchy lód" (7/10), „Taxi-Teheran", czy „Fuocoammare. Ogień na morzu".

Dzisiaj zakończył się 67. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie. Główną nagrodę, Złotego Niedźwiedzia, zdobył węgierski film w reżyserii Ildikó Enyedi pt. „Testről és Lélekről”. Można przypuszczać, że faktycznie był to najlepszy film prezentowany w tegorocznym konkursie, gdyż niezależne jury Międzynarodowej Federacji Krytyki Filmowej było zgodne z jury konkursowym i także przyznało swoją nagrodę (FIPRESCI) temu dziełu. Na gali rozdania nagród nie zabrakło polskiego akcentu. Nagrodę im. Alfreda Bauera, dla filmu fabularnego, który otwiera horyzonty sztuki filmowej, otrzymała Agnieszka Holland za „Pokot”. Warto przypomnieć, że nie tak dawno, bo w 2009 roku, ta nagroda powędrowała do innego Polaka – Andrzeja Wajdy za film „Tatarak”.

Zainteresował Cię temat nagród filmowych?
Przeczytaj także: Rozdanie Oscarów – a co to mnie obchodzi!?

wtorek, 7 lutego 2017

Przegląd obejrzanych - STYCZEŃ 2017

Przegląd i ranking wszystkich filmów obejrzanych w minionym miesiącu. Tego typu zestawienia będą pojawiały się tutaj regularnie, pod warunkiem, że będzie o czym pisać.

Gdzie jest Dory (2016) reż. Andrew Stanton
★★✰✰✰✰✰✰✰✰
Bajeczka dla dużych i małych dzieci. Jest całkiem ładnie animowana, kolorowa. Sporo się w niej dzieje, gdyż bohaterowie mają mnóstwo przygód. Niestety, forma i treść nie są ani odrobinę oryginalne. Całość sprawia wrażenie robionego na siłę. Historia w wielu miejscach jest przekombinowana, a rozwój wydarzeń przeciągany i naciągany. Skutkuje to tym, że bajka zamiast bawić, zaczyna irytować.
Finding Dory, animacja, USA

La La Land (2016) reż. Damien Chazelle
★★✰✰✰✰✰✰✰
Pełna recenzja do przeczytania [tutaj].
musical,USA

Nice Guys. Równi goście (2016) reż. Shane Black
★★★★✰✰✰✰✰✰
Rozrywkowa rozpierducha. Fajna historyjka z odpowiednio dobraną ilością akcji i humoru. Ogląda się dobrze, choć głupota momentami razi, a sensu zupełnie brak. Wykonanie na niezłym poziomie.
The Nice Guys, USA

Powidoki (2016) reż. Andrzej Wajda
★★★★✰✰✰✰✰✰
Pełna recenzja do przeczytania [tutaj].
Polska

Królowa pustyni (2015) reż. Werner Herzog
★★★★✰✰✰✰✰✰
Na początku mamy mdłe hollywoodzkie romansidło. Kto przez nie przebrnie, rozpocznie ciekawą podróż po Bliskim Wschodzie początków XX w. Piękne zdjęcia i krajobrazy. Solidne wykonanie. Ciekawa biografia tytułowej bohaterki. Płytka treść. Mało ambitny zapychacz, w którym jest coś, co może zainteresować. To podróżnicza dusza Herzoga? jego zamiłowanie do krajobrazów? Ciekawość świata przedstawionego, odmiennych kultur, czy samej głównej bohaterki?
Queen of the Desert, USA

Lobster (2015) reż. Yorgos Lanthimos
★★★★✰✰✰✰✰✰
Film oparty na ciekawym pomyśle. Intrygujący początek, fikcyjny świat filmowy i jego bohaterowie. Jest w tym coś oryginalnego, tajemniczego. Niestety, słabe rozwinięcie, niespecjalna reżyseria. Samej treści nie kupuję, gdyż jest wręcz idiotyczna. Głupie, słabo nieuzasadnione zakończenie. Niemniej, film zapada w pamięć.
The Lobster, Grecja

Wyspa kukurydzy (2014) reż. George Ovashvili
★★✰✰✰✰✰
Początek można opisać krótko - instrukcja zasiedlania wyspy, budowania domu i siania kukurydzy. Takie powolne kino też ma swoje liczne plusy. Ten tytuł może oczarować, porwać na wyspę na rzece. Jednak, jak dla mnie, choć jest prawdziwy, przekonujący, to jego treść jest zbyt mało gęsta. Spory minus za zakończenie, bo w mojej ocenie jest ono po prostu głupie. W skrócie - urocza forma, ładne zdjęcia, lecz za prosta historia, z której zbyt wiele dowiedzieć się nie można.
Simindis Kundzuli, Gruzja

Jak ojciec i syn (2013) reż. Hirokazu Koreeda
★★✰✰✰
Świetny temat! Równie interesujące rozwinięcie i poruszana problematyka. Dobre wykonanie. Szkoda, że w drugiej części tempo strasznie spadło. Film stał się za bardzo rozwlekły i dużo mniej przekonujący. Niemniej, wart jest obejrzenia.
Soshite Chichi ni Naru, Japonia

Moja matka (2015) reż. Nanni Moretti
★★✰✰✰
Stonowane kino dnia codziennego. Pozbawione fajerwerków jeżeli chodzi o treść i formę. Nie porywa, ale przekonuje swoim przywiązaniem do ziemi. Sporo w nim prawdziwych emocji, problemów. Tematyka dotyczyć będzie – prędzej lub później – każdego.
Mia madreWłochy

Mustang (2015) reż. Deniz Gamze Ergüven
★★✰✰✰
Bardzo ciekawy temat i treść. Wciągająca historia, ładne zdjęcia i scenografia. Dużo wyżej bym go ocenił, gdyby nie to, że postaci są nieco zbyt płytkie psychologicznie. Mimo to, film bardzo mi się podobał. Warto zainteresować się tym tytułem.
Francja, Turcja

Sekrety morza (2014) reż. Tomm Moore
★★✰✰
Jestem za stary na takie bajki, więc trudno mi oceniać. Na pewno dla dzieci to świetna propozycja. Jest bardzo ładnie animowana, estetyczna. Rozwija wyobraźnię i poczucie piękna. Dobra, bardzo sensowna historia z morałem.
Song of the Sea, animacja, Irlandia, Dania, Belgia, Luksemburg i Francja

Fantastyczny Pan Lis (2009) reż. Wes Anderson
★★✰✰
I kolejna bajka, choć skierowana do nieco większych dzieci. Niewątpliwie wyróżniają ją bardzo estetyczne, realistyczne i twórcze animacje. Historia jest dobrze napisana, niegłupia i o czymś. Ogląda się dobrze. Zapada w pamięć. Proszę o więcej takich bajek.
Fantastic Mr. Fox, animacja, USA

Imigranci (2015) reż. Jacques Audiard
★★✰✰
Stonowany, przemyślany, aktualny i ważny. W ciekawy sposób opisujący rzeczywistość. Pokazujący ją z interesującego punktu widzenia. Ten film jest przekonujący, bo – choć może nie widać tego na pierwszy rzut oka – zawiera głęboką psychologię postaci.
Dheepan, Francja


REKOMENDACJA

Remember (2015) reż. Atom Egoyan
★★
Pełna recenzja do przeczytania [tutaj].
Kanada


FILM MIESIĄCA

Droga do miasta (1955) reż. Satyajit Ray
★★
Kapitalna reżyseria, zdjęcia, montaż, muzyka. Majstersztyk przywodzący na myśl wybitne filmy włoskie, reżyserów uchodzących dziś za mistrzów światowego kina. To dzieło wciąga do realiów życia bohaterów. Indyjski neorealizm. Prawda życia codziennego. Najwyższa półka kina autorskiego!
Pather Panchali, Indie

piątek, 3 lutego 2017

Margaret

Bardzo ciekawa fabuła. Pełen niezłych dialogów i dobrze przemyślanych treści scenariusz. Twórcom filmu udało się umiejętnie spleść ze sobą wiele wątków, poruszyć wiele różnych życiowych problemów. Film jest dość przystępny, choć mówi o trudnych sprawach, a fabuła ma wiele warstw. Aktorzy zwracają uwagą swoją znakomitą grą, a wykonanie jest naprawdę solidne. Ale od początku…

Mamy tu dylemat moralny głównej bohaterki (siedemnastoletniej dziewczyny). Kierowca przejechał na czerwonym świetle i zabił na pasach kobietę. Dziewczyna może czuć się współwinna, gdyż intensywnie rozpraszała kierowcę. Gdyby tego nie robiła, pewnie kierowca zauważyłby czerwone i do nieszczęścia by nie doszło. Jednak jak teraz zeznać przed policją? Przejechał na czerwonym czy zielonym świetle? Jeżeli dziewczyna powie prawdę, wyleją kierowcę z pracy i będą ciągać po sądach. Kierowca ma pewnie na utrzymaniu żonę i dzieci, więc co zrobić? Skłamać? Do tego dochodzą wyrzuty sumienia związane ze współodpowiedzialnością za tragedię oraz z kłamstwem w zeznaniach. Ponadto mamy tu silne oddziaływanie na psychikę dojrzewającej dziewczyny traumatycznych chwil przeżytych z umierającą na rękach ofiarą wypadku, która widziała w niej swoją zmarłą córkę...


Sytuacja w domu dziewczyny nie jest łatwa. Rodzice po rozwodzie, kontakt z ojcem jest jedynie telefoniczny. Matka zapracowana, zestresowana zbliżającą się premierą nowej sztuki, rozpoczynająca związek z nowym mężczyzną. W naszej głównej bohaterce zakochany jest pewien chłopak. Zaczynają się kłótnie i trudności w szkole.

Tak gwałtownie kończy się jej dzieciństwo, a zaczyna dorosłość. Bohaterka zaczyna zachowywać się – z punktu widzenia widza – dziwnie. Zaczyna to irytować, chwilami wydaje się głupie. Co ona robi? Po co? Co chce osiągnąć? Szuka sprawiedliwości, ukojenia wyrzutów sumienia, ale nie wie, gdzie szukać rozwiązania, w którą stronę pójść. Dziewczyna staje się arogancka, egocentryczna, bezczelna. Cały czas szuka zainteresowania swoją osobą. Najpierw u rówieśnika (któremu oddaje cnotę), później kierowcy autobusu, rodziny i przyjaciółki ofiary. Spotyka się z różnymi postawami, zderzając się z rzeczywistością. Szuka zrozumienia i próbuje sobie poradzić z tą całą sytuacją.



W filmie udało się pokazać idealistyczne podejście nastolatków do życia kontrastujące z zakłamaniem dorosłych, ich pogonią za pieniędzmi i własnymi interesami. Jednak nic tu nie jest czarno-białe, nikt nie wskazuje dobrych i złych, wszyscy mając swoje racje i do widza należy ocena. Brawo! Całość wręcz można (nad)interpretować, jako metaforę społeczeństwa, stosunków między krajami (za daleko?).

Wisienką na torcie, poza kilkoma świetnie wyreżyserowanymi scenami oraz licznymi nawiązaniami do literatury (tudzież sztuki w ogóle), może być zakończenie. Katharsis przynosi ukojenie, którego bohaterka tak długo szukała w różny sposób, nawiązując mniej lub bardziej intymne kontrakty z różnymi ludźmi. To, czego nie mógł jej dać żaden człowiek, dała sztuka.

Budowa filmu nie musi wszystkim przypaść do gustu. Główne wydarzenie „przełomowe” ma miejsce na początku. Później filmowi brakuje dramaturgii, zwrotów akcji. Wszystko utrzymane jest na tym samym poziomie emocjonalnym (rozhisteryzowanej i obrażonej na cały świat nastolatki). Może to widza nużyć, przez co film trochę się ciągnie, a irytujące zachowanie głównej bohaterki skłania wręcz do naciśnięcia guzika „off”. To bez wątpienia największa wada tego dzieła. Jednak warto skupić się na kipiącej od ciekawych treści i podtekstów fabule, bo można wyciągnąć z niej sporo przemyśleń dla siebie.

reż. Kenneth Lonergan, 2011

Moja ocena: 8 /10
P.S. Tytuł filmu nawiązuje do wiersza autorstwa Geralda Manleya Hopkinsa:

„Wiosna i jesień”
Do małego dziecka

Margaret, czy cię smuci,
Że las liście złote zrzucił?
Liści, tak jak ludzkich spraw dna,
Umiesz dotknąć myślą – prawda?
Ach, z czasem serce młode
Starsze się stanie, chłodniej
Spojrzy, bez westchnień, bez trenu,
Na liście - las w rozproszeniu;
Lecz też zapłaczesz - wiedząc, czemu.
Mniejsza, jakim zwać je mianem,
Źródła żalu są te same.
Nie ma pojęć, słów, by oddać,
Co wie serce, co duch odgadł:
Że życie jest własną żałobą;
Że płacząc - płaczesz nad sobą.
przełożył Stanisław Barańczak

piątek, 27 stycznia 2017

La La Land

Mnóstwo Złotych Globów i jeszcze więcej nominacji do Oscarów to powody, dla których o tym filmie jest głośno w środkach masowego przekazu. W najbliższym czasie będzie pewnie jeszcze głośniej, gdyż specjaliści z Hollywood wróżą mu mnóstwo złotych statuetek na gali za miesiąc. Skoro wszyscy o nim mówią, to warto go znać, aby wiedzieć, o czym oni mówią. Niestety, jest to jedyny powód, dla którego warto ten film obejrzeć.


Początek filmu jest żenujący. Wszyscy tańszą, śpiewają, sensu zupełnie brak, a każda kolejna scena jeszcze bardziej ocieka lukrem. Kolejne ujęcia i zachowania bohaterów usilnie próbują zrealizować założony schemat, zamiast wynikać z treści. Jeżeli już przebrniecie przez fatalny początek, dotrzecie do fabularnej części filmu. Jest ona płytka i schematyczna, ale na szczęście da się ją oglądać. Opowiada ona, prześlizgując się po wierzchu, o podążaniu za marzeniami, romantycznej miłości i kilku innych wyświechtany motywach. Oczywiście, musi w pewny momencie być zwrot akcji, w tym wypadku lekkie zderzenie z rzeczywistością. Całość kończy się równie źle, jak się zaczęła. Zakończenie jest oderwane od reszty i wstawione tak samo na siłę, jak wstęp. Jest pełne prostackich zagrywek i ujęć nastawionych na szybki efekt. Ogólnie mówiąc, treść filmu jest na poziomie sześciolatka.



Film utrzymany jest w formie możliwie jak najbardziej łechcącej widza. Przecież to ma się przede wszystkim podobać, a nie mieć sens. Bohaterowie tańczą i śpiewają wtedy, gdy minęła odpowiednia liczba minut części fabularnej, a nie wtedy, gdy wynika to z treści. Wiele scen kipi wręcz kiczem wylewającym się z ekranu. Ma być ładnie i kolorowo ku uciesze masowego odbiorcy, w efekcie całość jest do bólu plastikowa… i słabo zaśpiewana. Nie zaprzeczam, że "La La Land" ma kilka plusów i dobrych, zapadających w pamięć scen, jednak ja ledwo dałem radę przez niego przebrnąć.

Dla mnie to kolejny przykład, że kupa, choćby starannie wysuszona, pięknie pomalowana na różne kolory i zapakowana w złote pudełko, zawsze pozostanie kupą. A film to nie jest banknot studolarowy, aby mógł – lub wręcz miał – podobać się każdemu.  

La La Land
reż. Damien Chazelle, 2016

Moja ocena: 3 /10

środa, 18 stycznia 2017

Kino (domowe) – czyli gdzie najlepiej oglądać filmy?

Kilka przemyśleń (i oczywistości) na temat dotyczący każdego miłośnika sztuki filmowej.

Współcześnie, filmy możemy oglądać, gdzie tylko chcemy. W autobusie na telefonie komórkowym, w samolocie korzystając z systemu pokładowego, w sypialni na laptopie, w salonie na telewizorze, w dedykowanej sali kina domowego na projektorze, w kinie plenerowym, studyjnym,  multipleksie itd.

Na nasz odbiór danego dzieła, w mniejszym lub większym stopniu, wpływa mnóstwo czynników towarzyszących naszemu seansowi oraz warunkujących jego jakość. Niska jakość seansu uniemożliwia pełen odbiór filmu, a tym samym dokonanie w miarę obiektywnej jego oceny. Oglądanie filmu w złych warunkach sprawia, że istotne szczegóły nam umykają, nie jesteśmy dostatecznie skoncentrowani oraz nie widzimy i nie słyszymy wszystkiego, co chcieli nam przekazać twórcy.

5D Cinema Optima

Na ogólne wrażenia z seansu wpływa nasz nastrój, aktualna zdolność do koncentracji na treści filmu oraz poziom zmęczenia. Trudno skupić się na fabule, gdy po naszej głowie biega mnóstwo myśli związanych z tym, co się nam przytrafiło lub co mamy jeszcze do zrobienia. Oglądanie wieczorem, po ciężkim dniu pracy, stonowanego kina intelektualnego nie jest dobrym pomysłem, szczególnie wtedy, gdy oczy same nam się zamykają. Z tym zagadnieniem wiąże się głównie dobór repertuaru odpowiednio dopasowanego do naszego aktualnego nastroju. Jednak to dość oczywiste.

Na warunki oglądania filmu składają się, poza jakością obrazu i dźwięku, takie czynniki, jak poziom hałasu z zewnątrz i wewnątrz, oświetlenie pomieszczenia, odpowiednia temperatura, obecność innych ludzi oraz wygoda fotela lub kanapy. To również powszechnie wiadomo, jednak odnotować trzeba. Podczas seansu nie powinniśmy się skupiać na tym, że nie możemy rozprostować nóg, fotel ciśnie nas w plecy albo w połowie filmu musimy przykryć się kurtką, bo jest za zimno. W odbiorze nie może nam przeszkadzać sąsiad koszący trawę, współlokator rozmawiający przez telefon lub para chrupiąca popkorn, siedząca dwa rzędy obok. Niebo i chmury nie powinny odbijać się w ekranie naszego telewizora, a w ciemnych scenach nie powinna nas rozpraszać dioda odtwarzacza DVD… itd. itd.

Spełnienie, wyżej opisanych, minimalnych wymagań pozwalających na dobry seans filmowy jest możliwe chyba tylko w domu oraz dobrej sali kinowej.

MBP Jaworzno

To właśnie świątynie filmu powinny być najlepszymi miejscami do rozkoszowania się dziełami X muzy. Rzeczywiście, w kilku chlubnych przypadkach tak jest. Kina studyjne, oferujące najwyższej jakości repertuar i należycie dbające o zapewnienie jak najlepszych warunków podczas seansów, są doskonałymi miejscami dla wymagających kinomanów. Odwiedzają je świadomi widzowie, którzy podczas seansu raczej nie sprawdzają facebooka i nie hałasują torebkami czipsów. Sale kinowe są zaprojektowane przez profesjonalistów, dzięki czemu mają doskonałe parametry akustyczne, w środku panuje zupełna ciemność, a wysokiej jakości i odpowiednich rozmiarów obraz  pozwala nam zapomnieć o codzienności. Tak doskonałe warunki projekcji są trudne do osiągnięcia w domu, wiążą się z wydawaniem astronomicznych kwot na pomieszczenie i sprzęt audio-video.

Niestety, dobre kina to rzadkość. Dostępne są zaledwie w kilku miejscach w Polsce. Nie zawsze są nam po drodze. Nie zawsze grają w nich filmy, które akurat chcemy zobaczyć. Nie zawsze pasuje nam godzina seansu. Musimy stracić trochę czasu na dojazd do kina. Film oglądamy w jednej sali wraz z obcymi ludźmi, więc nie możemy się wygodnie położyć ze szklaną ulubionego napoju w ręce.

Nic więc dziwnego, że większość z nas najwięcej filmów ogląda w domu. Warto zatem zadbać o to, by warunki projekcji były tam jak najlepsze.

RMS.pl

Wydawać by się mogło, że największym problemem może być tutaj konieczność wydania kilkudziesięciu tysięcy złotych na wysokiej klasy sprzęt audio-video. Elektronika jest oczywiście istotna, ale najczęściej największym problemem są nasze warunki mieszkaniowe. Optymalnie byłoby, gdybyśmy mogli stworzyć własną salę kinową w osobnym pomieszczeniu.

Osobne pomieszczenie jest wręcz niezbędne, jeżeli nie chcemy iść na zbyt wiele kompromisów. Nie chodzi tu tylko o zabawki dzieci rozrzucone na dywanie oraz możliwość dobrego rozstawienia kolumn, ale o wiele innych, istotniejszych elementów.

Profesjonalne kino wymaga odpowiedniej adaptacji akustycznej. Składa się na nią wytłumienie hałasów dobiegających z zewnątrz (ruch uliczny, odgłosy dochodzące z innych pokojów) oraz, a może przede wszystkim, izolacja hałasów dobiegających z kina domowego, które mógłby budzić sąsiadów oraz przeszkadzać w sąsiednich pokojach. Ze względu na właściwości niskich częstotliwości, które w kinie pełnią znaczącą rolę, jest to zadanie dość trudne i kosztochłonne. Wreszcie, w samym pomieszczeniu muszą być odpowiednie warunki odsłuchowe – odpowiedni czas pogłosu, eliminacja fal stojących itd. Należy pamiętać, że akustyka pomieszczenia odsłuchowego jest równie (a może nawet bardziej) istotna, jak jakość samego systemu audio (źródło + odtwarzacze + wzmacniacze + głośniki).

Pomieszczenie powinno mieć odpowiedni metraż oraz proporcje (długość x szerokość x wysokość). Ściany powinny być możliwie jak najciemniejsze (czarny welur), aby światło dobijające się od ścian nie wracało na ekran i nie pogarszało jakości obrazu. Odległość foteli, wielkość ekranu, rozmieszczenie mebli powinno być wynikiem odpowiednich obliczeń. Jeżeli kogoś interesuje budowa takiego pomieszczenia, odsyłam do tego tematu z forum audiostereo.

Jak widać, nie sposób spełnić nawet części z tych wymagań w zwykłym salonie, a mało kogo stać na osobne pomieszczenie przeznaczone tylko dla potrzeb kina domowego.

hdcinema.pl

Warto się nie zniechęcać i zastosować rozwiązania adekwatne do naszych warunków i możliwości - chociaż trochę poprawić istniejący system w naszym salonie / sypialni albo spełnić swoje marzenie poprzez budowę małego kącika audio-video w zwykłym, wielofunkcyjnym pomieszczeniu.

Optymalną wielkością ekranu, pozwalającą uzyskać najlepsze wrażenia kinowe, jest wypełnienie obrazem 36-40 stopni pola widzenia widza. Aby uzyskać taki współczynnik, powinniśmy usiąść, np. w odległości 1,8 m od telewizora o przekątnej obrazu 55” lub w odległości 3,1 m od ekranu 100”. Ekran powinien być tak umiejscowiony, aby linia naszego wzroku znajdowała się na 1/3 wysokości ekranu.

Ceny projektorów do kina domowego zaczynają się od 2800 zł. Warto rozważyć zakup takiego urządzenia, zamiast telewizora. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby początkowo zamiast ekranu używać choćby białej lub szarej ściany. Wrażenia z odbioru ulubionych filmów w fullHD na ponad 100" są świetne. Projektory nie lubią światła dziennego, ale mówimy tu o oglądaniu filmów, a nie seriali w TV w słoneczne letnie południe. Poza tym, nowe projektory kinowo-salonowe są bardzo jasne i bez trudu poradzą sobie w niecałkowicie zaciemnionym pokoju. Należy jednak pamiętać, że najwyższą jakość obrazu uzyskamy na profesjonalnym ekranie, przy braku innych źródeł światła, w pomieszczeniu z ciemnymi ścianami, po kalibracji projektora do naszych warunków.

W kinie domowym istotny jest również dźwięk. Współcześnie standardem są systemy wielokanałowe. Dzięki nim możemy usłyszeć, skąd dobiega danych głos. Efekt ten osiągniemy poprzez odpowiednie rozstawienie głośników. Kolumny przednie wraz z miejscem odsłuchowym powinny tworzyć trójkąt równoboczny, a głośnik centralny powinien znajdować się na środku ekranu. W zależności od zastosowanego systemu sześcio, osmio czy więcej głośnikowego, najlepsze rezultaty uzyskamy odpowiednio ustawiając kolumny oraz eliminując pierwsze odbicia dźwięku od ścian, sufitu i podłogi. W kinach domowych istotny jest również dobór odpowiedniego głośnika niskotonowego (subwoofera). Naszym celem powinno być uzyskanie możliwie najbardziej realistycznego dźwięku.

Kompleksowym projektowaniem kin domowych zajmują się profesjonalne firmy. Najlepiej, aby projekt kina domowego powstał już na etapie budowy domu. Wszystkie elementy kina (obraz, dźwięk, oświetlenie, wystrój) powinny ze sobą współgrać, co jest niezwykle trudne do osiągnięcia. Jeszcze trudniejsze jest odpowiednie zaadaptowanie już istniejącego salonu, aby - zachowują wszystkie jego funkcje użytkowe oraz reprezentacyjny wystrój - uzyskać odpowiednie warunki do projekcji oraz klimat kina.

Heyne 2013, digitaltrends

Nie chcąc kończyć na samych ogólnikach, proponuję budżetowy zestaw minimum na początek przygody z "dużym" kinem domowym:

1.  projektor full HD - nowy od 2800 zł lub używany od 1600 zł

2. ekran samoróbka w postaci pomalowanej matową farbą płyty HDF w czarnej ramie to koszt 300 zł (plus trochę czasu i podstawowe umiejętności) albo wygładzona szara lub biała ściana 200 zł

3. markowy amplituner z zestawem małych głośników 5.1 - od 2300 zł albo używany zestaw z większymi kolumnami od 1700 zł;

4. komputer jako źródło obrazu i dźwięku (po HDMI)

Nawet taki, możliwie najtańszy zestaw, może przewyższyć jakością obrazu i dźwięku salę kinową zwykłego multipleksu. Z czasem warto dokupić dobry ekran, odtwarzacz, wymienić głośniki lub projektor.

Warto pokombinować, aby znaleźć w domu przestrzeń dla takiej, choćby najtajniejszej i najbardziej amatorskiej instalacji. Możliwość oglądania wybranych przez siebie filmów na dużym ekranie, leżąc na własnej sofie ze szklaneczką ulubionego trunku - bezcenne.

A w jakich warunkach Ty oglądasz filmy?
Może zainspirowałem Cię do zmiany czegoś w Twoim "kinie domowym"?