wtorek, 11 sierpnia 2015

Gołąb przysiadł na gałęzi i rozmyśla o istnieniu

O Tobie, Człowieku.


Obraz Pietera Bruegla pt. „Myśliwi na śniegu” pojawiał się w kinie kilkakrotnie. Między innymi, w filmie „SolarisAndrieja Tarkowskiego, jedna z bohaterek zaczęła lewitować wpatrując się w niego. Niedawno do filmu Tarkowskiego nawiązał Larsa von Triera w „Melancholii”. Teraz "Myśliwi na śniegu” wracają do kina. Chociaż w najnowszym dziele Roya Anderssona sam obraz się nie pojawia, to z niego zaczerpnięty został główny motyw filmu, a inspiracje nim widać także w tytule.

Gołąb, widoczny na obrazie Bruegla, usiadł na gałęzi i patrzy na bohaterów filmu Anderssona - ludzi krzątający się wte i wewte. Z poważnymi minami wykonują oni głupie czynności, mające sens tylko w danym wąskim kontekście. Jednak, gdy spojrzy się na nie z dalszej odległości, wrzucimy je w szerszy kontekst (sens życia, człowieczeństwo), to może okazać się, że z tej perspektywy są one wręcz śmieszne.

Podobnie, jak w poprzednich częściach trylogii „o istotach człowieczych”, każda scena to osobny, często znakomity, pomysł. Na przykład, facet w barze bierze za darmo piwo człowieka, który przed momentem zmarł. Robi delikatny unik, aby ominąć leżące na podłodze ciało, i myk, bierze łyka złocistego trunku. W kolejnej scenie, na łożu śmierci, dzieci wyrywają matce torebkę z biżuterią i pieniędzmi. Te sceny wcale nie układają się w jedną, spójną fabułę o klasycznej budowie, lecz jedynie łączą je ci sami bohaterowie oraz temat przewodni.



Nie jest to kino najłatwiejsze w odbiorze. Gra ono z widzem symbolami, odniesieniami. Otwarte jest na szereg interpretacji. Zmusza do myślenia, ale nie narzuca konkretnej drogi odczytywania przesłania, a tym bardziej nie zawiera żadnych gotowych wniosków i podsumowań. Ostatnia scena tylko (doskonale) zamyka całość, a każdy zrozumie ten film tak, jak uważa.

We wszystkich kadrach bohaterowie mają smutne i poważne miny. Obraz jest pozbawiony jakiejkolwiek dynamiki. Dominują pastelowe barwy, brakuje światła słonecznego, jest cicho. To wszystko składa się na zimną, północną, depresyjną atmosferę, z którego, pomimo szarości, smutku i powagi scen, co chwilę wylatują iskry fantastycznego humoru.

Strona formalna nie zawodzi. Może nie jest to już super oryginalne i świeże, ale Andersson konsekwentnie, w swoim stylu, bawi się kolejnymi scenami. Ustawia kamerę na statywie, wybiera plan ogólny i w nim, w jednym ujęciu, rozgrywa kilkuminutowe sceny.

Z jednej strony, kadry przypominają obrazy malarskie. Są one bardzo pojemne, świetnie przemyślane i estetyczne. W różnych ich częściach, jednocześnie obserwować możemy kilka różnych osób i wydarzeń. Z drugiej strony, są jak scena teatralna, na której tylko zmienia się scenografia.

Chylę czoła przed takim kinem autorskim.


Gołąb przysiadł na gałęzi i rozmyśla o istnieniu
reż. Roy Andersson, 2014

Moja ocena: 8 /10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz