Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KYRTAPS Poleca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KYRTAPS Poleca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 października 2017

Przegląd obejrzanych - SIERPIEŃ i WRZESIEŃ 2017

15 filmów - 15 komentarzy. Zaczynamy! Od najsłabszego do do najlepszego... 


Nieprzygotowani - The Movie  (2017) reż. Marek Baranowski
★★✰✰✰
Internetowy serial dla młodzieży "Nieprzygotowani" może zawstydzić wielu profesjonalistów z polskich telewizji komercyjnych. Scenariusz, wykonanie i aktorstwo większości jego odcinków, publikowanych na kanale YouTube, bije na głowę wiele popularnych seriali Polsatu, TVN-u i TVP. Tematyka trafia do grupy docelowych odbiorców, o czym świadczą miliony wyświetleń. Jednak, w przypadku pierwszego filmu pełnometrażowego, wyszły braki warsztatowe. Nie jest zupełnie źle. Całość ma ręce, nogi i przyzwoite wykonanie, jednak do poziomu kinowego sporo brakuje. Mimo to, warto docenić umiejętności i talent twórców, obserwując ich dalsze poczynania. 
film internetowy, Polska

Gra  (2011) reż. Ruben Östlund
★★✰✰✰
Żeby pokazać głupotę i bezradność trójki skandynawskich chłopaków, wychuchanych i rozpieszczonych przez rodziców, a także cwaniactwo nastoletnich arabskich imigrantów, włóczących się po mieście, terroryzujących i okradających innych, a także to, jak wielka znieczulica panuje w Szwecji i jak bardzo kontrastuje ona ze źle rozumianą i rozdmuchaną do granic absurdu poprawnością polityczną, nie trzeba było mi marnować dwóch godzin życia. Dobry reżyser i scenarzysta pokazałby to samo w kilku scenach. Film jest pusty - sztucznie rozdmuchany przesadnie długimi ujęciami z wycofaną kamerą oraz scenami chodzenia wte i wewte. Mogę powiedzieć, że to poziom fekaliczny, nawiązują do jednej z wielu scen, które należałoby wyciąć.
Play, Szwecja i Dania

Randka na weselu  (2016) reż. Jake Szymanski
★★✰✰✰
Ten sam poziom, co "Nieprzygotowani", tylko poszło kilka milionów dolarów na produkcję. Znane (nastolatkom?) twarze oślepiające białymi zębami. Dużo kolorów, światła. Wakacyjna atmosfera. Sporo ogranych schematów. Trochę głupoty. Niewiele sensu. Tania, ale na szczęście znośna komedia. Nie trzeba od razu wyłączać, da się to obejrzeć..
Mike and Dave Need Wedding Dates, USA

Był sobie pies (2017) reż. Lasse Hallström
★★★★✰✰✰✰✰
Bajka w stylu filmów familijnych Walta Disneya. Bardzo ciepła, wzruszająca historia opowiedziana przez… psa… który miał wiele żyć (reinkarnacja w różne psy). Początek bardzo fajny, środek mało spójny, stojący raz na wyższym, raz niższym poziomie. Końcówka trochę przeciągana, usilnie dążąca do happy endu. Jednak, jak na potencjalnie lukrowaną lub głupią bajkę dla całej rodziny, ten film - mimo naciągania i schematów - może się podobać. 
A Dog's Purpose, USA

To właśnie seks (2014) reż. Josh Lawson
★★★★✰✰✰✰✰
Żałosny polski tytuł tej wyróżniające się błyskotliwością komedii. Kilka par mieszka przy jednej ulicy. My wchodzimy do ich sypialni i obserwujemy ich zboczenia seksualne. Poznajemy medyczne nazwy oraz konsekwencje (w związku i życiu bohaterów), do jakich dochodzi w wyniku tych dewiacji. Film jest przezabawny, przewrotny i  zaskakujący! Twórcom udało się zgrabnie spiąć wszystkie te sceny w jedną całość - poprzez postać nowego sąsiada odwiedzającego wszystkie pary, a także ich wzajemne znajomości. Było śmiesznie i intrygująco. Film rozkręcał się z każdą minutą i nagle… urwał się. Weszła niewspółmiernie długa scena, utrzymana w nieco odmiennym stylu narracyjnym, kontrastująca z pozostałą częścią obrazu. Później film się skończył w głupi sposób. W efekcie, liczne rozpoczęte wątki nie zostały zakończone, a intrygujące nawiązania i pomysłowe wstawki okazały się nie mieć żadnego sensu, ani punktu zaczepienia w pozostałej części filmu… w efekcie były wydmuszką. Obejrzeć można, bo to niezła zabawa. Szkoda, że ten film sprawia wrażenie niedokończonego, jakby nagle zmienili się twórcy, producent kazał wyciąć sporo scen lub scenarzyście zabrakło pomysłów na rozwiązanie wszystkich zawiązanych wątków.
The Little Death, Australia

Elle (2016) reż. Paul Verhoeven
★★★★★✰✰✰✰
„…bo to zła kobieta była”. Solidnie wykonany, wyreżyserowany i zagrany film. Chwilami trzyma w lekkim napięciu i próbuje przestraszyć robią „bu!”. W wielu scenach jest jednak przewidywalny. Bohaterowie są dziwni, żeby nie powiedzieć chorzy. Ich zachowania czasem przekonują, czasem jednak wydają się głupie, nielogiczne i nierealistyczne. Wszystko to sprawia wrażenie, jakby twórcy mieli fajne pomysły na bohaterów oraz dobrze wyglądające scen i sekwencje. Jednak powstawaniu filmu nie przyświecał żaden głębszy sens, poza fajnością i szpanerstwem. Przez to, trudno doszukać się tu treści, którą wyrażałby te szpanerskie sceny i bohaterowie-dewianci. Poza tym, filmowi przydałby się lepsza, dogłębniejsza i bardziej naukowa podbudowa psychologiczna. Ta jednak musiałby służyć treści, przekazowi… który gdzieś zupełnie umyka.
Belgia, Francja i Niemcy

Rodzina do wynajęcia (2015) reż. Jean-Pierre Améris
★★★★★✰✰✰✰
Bardzo ciekawa sytuacja wyjściowa. Super bogaty człowiek jest znudzony życiem. Jest samotny i ma depresję (jak to w takich filmach bywa). Pewnego dnia, w telewizji trafia na przejmującą mowę zatrzymanej kobiety, która nie płaciła w supermarkecie, gdyż musiała utrzymać rodzinę, a nie ma na to pieniędzy. Bogacz postanawia zmienić coś w swoim życiu i spróbować, jak to jest mieć rodzinę. Jednak na razie nie będzie zakładać swojej, tylko wypróbuje (za pieniądze), jak mieszkają i żyją inne rodziny. Fajna komedia z tej "Rodziny do wynajęcia". Sporo sympatycznych scen. Fabuła wciąga, choć jest sporo w niej schematyzmu. Jest to film ze sporym, nie do końca wykorzystanym (przez liczne uproszczenia) potencjałem.
Une famille à louer, Francja

Mężczyzna imieniem Ove (2015) reż. Hannes Holm
★★★★★✰✰✰✰
Prosta, ale sympatyczna historia. Nic oryginalnego. Jest sobie stary zgred, który ma jakąś tam trudną historię. Z czasem poznaje sympatycznych, nowych sąsiadów i pod ich wpływem się zmienia. Ogląda się to dobrze. Jest wiele okazji do tego, aby się uśmiechnąć i zaprzyjaźnić z głównym bohaterem. Jest życiowo, choć dość schematycznie. Dla miłośników skandynawskiego humoru.
En man som heter Ove, Szwecja

Moje córki krowy (2015) reż. Kinga Dębska
★★★✰
Ciekawa historia - bardzo sensowna i życiowa. Film jest porządnie wykonany i zagrany. Ogląda się go dobrze, ale zdecydowanie brakuje mu pazura, przytupu, emocji, dramaturgii. Mówiąc delikatnie, pod żadnym względem nie jest wyrafinowany… Bije od niego prostota, czasem zbyt wielka prostota. 
Polska

Aquarius (2016) reż. Kleber Mendonça Filho
★★
Ma coś w sobie! Może dobrze się go ogląda, gdyż jest odrobinę bardziej egzotyczny, niż produkcje z Europy i USA? Chyba nie. Raczej, w tym wypadku, chodzi o jego charakter. Siła tego obrazu tkwi w stylu opowiadania. Akcja "Aquariusa" jest spokojna, nieśpieszna. Chwilami można dojść do wniosku, że trochę to wszystko jest za mało gęste i intensywne. Jednak z łatwością wchodzi się w świat filmowy, a nastój filmu szybko się udziela. Reżyseria jest dobra, a scenariusz przemyślany. Do tego zaimponować może postawa głównej bohaterki - silnej, niezależnej, 70-letniej kobiety, świadoma swojej wartości. Zdecydowanie – dobre kino.
Brazylia

Toni Erdmann (2016) reż. Maren Ade
★★
Historia dość prosta i oczywista, lecz podana w nieco inaczej smakującym sosie, niż można było się tego spodziewać. Bardzo pozytywna postać głównego bohatera, dzięki któremu jest wesoło. Niezapomniana scena branchu imieninowego głównej bohaterki. Jeżeli chodzi o treść, jest w niej trochę nienatrętnego zahaczania tematów takich jak sens życia, miłość itd. (najcięższy kaliber). Są one konfrontowane z korporacyjnym wyścigiem szczurów. Całość zgrabna, skrojona na miarę. Przyznam, że po deszczu nagród na tego filmu, można spodziewać się czegoś więcej. Niemniej, dobry, wart odnotowania film. I tyle, albo tylko tyle.
Niemcy, Rumunia, Austria

Generał (1926) reż. Buster Keaton i Clyde Bruckman
★★
Ponadczasowy. Ogląda się go równie dobrze, jak współczesne kino rozrywkowe. Pomysłowość twórców przeogromna. Bohatera bardzo szybko można polubić, a jego przygody zapadają w pamięci na długo. Film, do którego warto wracać.
The General, USA

Mały Wielki Człowiek (1970) reż. Arthur Penn
★★
Jest z nim chyba tak samo, jak z Forrestem Gumpem. Główny bohater jest tak sympatyczny, że tego filmu nie da się nie lubić. Wykonanie stoi na bardzo wysokim poziomie. W scenariuszu znalazło się wiele świetnych zwrotów akcji. Sporo tu emocji, traktowanych z dużym dystansem dramatów jednostek, a w tle historia. Bardzo mi się podobało. Warto zobaczyć!
Little Big Man, USA

Pole (1990) reż. Jim Sheridan
★★
Fascynujący świat filmowy – wczesne lata 30. XX w. Biedne, wiejskie tereny Irlandii. Znakomita scenografia i kontekst historyczny (głód, okupacja, emigracja do USA). Niezłe aktorstwo. Główny bohater chce kupić ziemię, którą od dziesiątek lat dzierżawił. Własnymi rękoma z nieurodzajnej, skalistej działki uczynił żyzną, zieloną łąkę. Jest gotów zapłacić najwyższą cenę, za prawo do tej ziemi. Całość dość szybko się rozkręca i przekształca w tragedię czystej krwi. Heroiczna postawa bohaterów. Niezrozumienie na linii ojciec-syn. Mroczna historia w tle, pozostająca tajemnicą do ostatnich scen. Niesamowite portrety głównych bohaterów, z wyznawanymi przez nich wartościami na pierwszym planie. Trochę przesady w końcówce, ale nawet to za bardzo nie przeszkadza. Wszystko ułożyło się w jedną całość. Taki spektakl. Ja to kupuję i polecam.
The Field, Irlandia i W. Brytania

Kto tam śpiewa (1980) reż. Slobodan Šijan
★★
To jest totalny odjazd (dosłownie też). Jest II wojna światowa. Autobus zabiera ludzi z różnych wiosek i zmierza do Belgradu. Pokonując nieutwardzone, dziurawe drogi, porusza się z niewielką prędkością. Oczywiście, czasem trzeba stanąć, rozlać rakiję i rozpalić grilla z beczki (ta jest stałym wyposażeniem busa). Co jakiś czas na drodze pojawiają się utrudnia. Wiadomo, czasem ktoś autobus porwie, czasem ktoś zagrodzi drogę i każe wziąć udział w pogrzebie. Mimo to, wewnątrz autobusu tętni życie, gdyż pasażerami autobusu jest wiele barwnych postaci. Wszystko to podane jest w słodko-gorzkim, do bólu słowiańskim, sosie. Jak przystało na czarne komedie z byłej Jugosławii, ten film aż kipi od szalonych scen oraz fantastycznego humoru. Jest portretem tamtych ludzi i tamtego czasu… choć wciąż, w dużym, stopniu aktualnym. Wielu scen nie zapomnę.  „Kto tam śpiewa” po prostu trzeba obejrzeć! 
Film został nagrodzony znakiem jakości „KYRTAPS Poleca!”, przyznawanym od 2007 roku mało znanym filmom wyróżniającym się pod względem artystycznym. 
Ko to tamo peva, Jugosławia

piątek, 31 marca 2017

Przegląd obejrzanych - MARZEC 2017

W minionym miesiącu obejrzałem sporo bardzo ciekawych filmów...

Po kolei, od najgorszego do najlepszego:


Wakacje pana Hulot  (1953) reż. Jacques Tati
★★✰✰✰
Specyficzny – to jedyne, co dobrego mogę powiedzieć o tym filmie. Co prawda, może podobać się jego wakacyjny nastrój i słoneczny świat wybrzeża Francji, ale nie oferuje on niczego, poza tym. Na pewno jest jakiś, pełen charakterystycznego humoru, być może nawet będącego inspiracją dla Chmielewskiego („Nie lubię poniedziałku”), lecz scena za sceną, a raczej skecz za skeczem, miałem wrażenie, że jest to zupełnie o niczym. Dodatkowo wydarzenia, o ile tak to można w ogóle nazwać, nie rozgrywały się dostatecznie dynamicznie i szybko, a z każdego kolejnego zupełnie nic nie wynikało dla dalszej części filmu. Do tego, w wykonaniu razi sporo niedoróbek (nawet 25 lat starszy Chaplin był lepiej wykonany). Koniec końców, ten film, jako całość, jawi się jako kiczowata komedyjka. Jak dobrze, że przyszła francuska nowa fala.
Les Vacances de Monsieur Hulot, Francja

Trzy dni  (1991) reż. Sharunas Bartas
★★✰✰✰
Od początku w oczy rzuca się słaby montaż i ponure przestrzenie zachodniej części upadającego ZSRR. Nic się nie dzieje, nie wiadomo, o co chodzi, a wydaje się, że nie chodzi o nic. Nie było wprowadzenia, ba, nawet nie było ani jednego bliższego kadru, abyśmy mogli zobaczyć, jak wyglądają główni aktorzy. Pierwsze pół godziny tylko jacyś ludzie chodzą po ekranie w tę i we w tę. Trudno nawet nazwać ich bohaterami, bo nikt ich nie przedstawił. Całość jest piekielnie wymagająca. Choć stanowi spójny artystyczny obraz, w którym udało się uchwycić pewne emocje i stany ducha, trudno mi to kupić. Jest zbyt dosłownie, zbyt łopatologicznie. Gdyby chociaż była tam odpowiednio dobrana muzyka, lepsze zdjęcia, lepsza reżyseria. Doceniam treść, nie pochwalam za formę - smutne, postne kino.
Trys dienos, ZSRR

Pod piaskiem (2000) reż. François Ozon
★★✰✰✰✰
Na początku, atmosfera tajemnicy i niepokoju zapowiadała historię a'la "Basen". Film jednak okazał się klasycznym dramatem, głęboko wchodzącym do umysłu bohaterki. Swoistym studium traumy, tudzież szoku. Niestety, autorzy scenariusza miotali się równie bardzo, co główna bohaterka. W efekcie, był to obraz mało zwięzły i uporządkowany, choć przejawiał całkiem spore ambicje.
Sous le sable, Francja i in.

Sława (1980) reż. Alan Parker
★★✰✰✰✰
To film z gatunku tych kultowych, choć niezbyt artystycznie zaawansowanych. Oddaje nastrój tamtych lat, jest obrazem tamtego pokolenia. Ogląda się go doskonale, zawiera kilka świetnych scen, ale jako całość, niewiele pod względem treści ma do zaoferowania. Scenariuszowi można zarzucić całą masę uroszczeń, płycizn, a wykonaniu delikatnego szpanerstwa. Ot, takie lekkie, proste i przyjemne kino. Jako dzieło popkultury, „Fame” jest warte odnotowania, a – jeżeli ktoś lubi takie produkcje – również obejrzenia.
Fame, USA

Poezja (2010) reż. Chang-dong Lee
★★✰✰✰✰
Egzotyczni bohaterowie i ich decyzje, które trudno zrozumieć. Siląca się na mądrość i piękno fabuła. Jednak zbyt rozwlekła, z wieloma zbędnymi scenami i ujęciami. Zbyt wiele wątków, które zbyt mało mają ze sobą wspólnego. Słaba, zbyt otwarta końcówka. Ciekawa treść i postać głównej bohaterki, nie do końca udana reżyseria, scenariusz i wykonanie.
Shi, Korea Południowa

Wynająłem płatnego mordercę (1990) reż. Aki Kaurismäki
★★✰✰✰✰
Bardzo chłodny, specyficzny nastrój filmu. Przerysowane, nieco karykaturalne postaci głównych bohaterów. Pełne czarnego humoru ich wybory, całe sceny i rozwój fabuły. Jest to na pewno coś nietypowego, oryginalnego. Poza tym, podobały mi się matowe kadry, pełne pastelowych kolorów i głębokich czerni. Wyglądało to bardzo plastycznie i było ładnie kadrowane. Sama treść była przewidywalna, choć częściowo wynikało to ze stylu filmu i charakteru głównego bohatera. Historia miała sens, choć nie była jakoś specjalnie głęboka.
I Hired a Contract Killer, Finlandia i in.

Pamiętnik filmowy Igi C. (2000) reż. Iga Cembrzyńska
★★✰✰✰ 
Rarytas dla fanów - takich jak ja - zakochanych w Gzowie i filmach Igi i śp. Andrzeja. Magia przyrody, zmiany pór roku, beztroska, przemijanie. Warto dla każdej kolejnej sceny w łódce lub pod kwitnącą wiśnią. Oglądając, cieszę się jak As.Wszystkim, którzy jeszcze nie znają twórczości A. Kondratiuka, gorąco polecam "Cztery pory roku", "Wrzeciono czasu", "Słoneczny zegar", "Gwiezdny pył"...
dokumentalny, krótkometrażowy, Polska

Manchester by the sea (2016) reż. Kenneth Lonergan
★★✰✰✰
Bardzo solidnie wykonany i przemyślany. Przekonują jego bohaterowie i świat przedstawiony, dzięki czemu ogląda się dobrze. Całość ma sens, choć nie porywa, bo brakuje jej pazura… a może tej wręcz matematycznej dokładności znanej z „Margaret”? Może jakiegoś szczypania i denerwowania widza podczas seansu? W każdym razie, dobry film.
USA

Gorączka złota (1925) reż. Charles Chaplin
★★✰✰✰
Dzięki takim filmom sztuka filmowa się rozwijała i zyskiwała rzesze fanów. Jest to historia napisana ku uciesze gawiedzi, czysta rozrywka oprawiona w ładną historię o czymś. Sposób jej opowiedzenia, otwartość, prostota, czytelność sprawiają, że film broni się nawet dzisiaj, już prawie 100 lat od premiery. Zaskakuje bardzo dobre, dopracowane wykonanie. Bardzo łatwo dać się porwać tej konwencji i polubić film Chaplina.
The Gold Rush, USA

As w potrzasku (1951) reż. Billy Wilder
★★✰✰
Łatwy i przyjemny film dla mas. Jednak jego scenariusz jest klasyczny, wręcz wzorowy. Podejrzewam, że na podstawie tego filmu, prowadzono zajęcia w szkołach filmowych, a inni scenarzyści się na nim wzorowali. Są tu ciekawi bohaterowie, jest oryginalny pomysł na fabułę, intryga, dobre dialogi, odrobina dramaturgii i przemiana głównego bohatera. Całość, choć niespecjalnie głęboka, to porusza ciekawe i uniwersalne tematy przy użyciu dość widowiskowej historii. W pełni zasłużone miejsce na liście klasyki Hollywood. Warto zobaczyć!
Ace in the Hole, USA


FILM MIESIĄCA:




Zakazane zabawy (1952) reż. René Clément
★★
Prosty, szczery i piękny film. Z jednej strony, los dziecka w czasie wojny. Z drugiej, życie na francuskiej wsi, przypominające odrobinę „Samych swoich”. Z trzeciej, spotkanie niewinnych dzieci z tajemnicą śmierci i pytaniami o dusze, zbawienie ludzi i zwierząt. Wreszcie, przyjaźń, a może nawet jakieś pierwsze dziecięce zauroczenie. Można się i pośmiać, i wzruszyć. Całość dobrze zagrana, sfotografowana i wyreżyserowana. Jedna z możliwych interpretacji tytułu, czyli zakazanych zabaw, oryginalna, zapadająca w pamięć.
Film został wyróżniony znakiem jakości "KYRTAPS Poleca!", przyznawanym od ponad 10 lat mało znanym filmom, wyróżniającym się pod względem artystycznym.
Jeux Interdits, Francja


sobota, 6 sierpnia 2016

Zawieszony krok bociana



Kino najwyższej próby. 

Wystarczą dwa zdania, aby streścić całą fabułę tego filmu. Jeżeli opowiemy komuś o tym dziele streszczając jedynie zawarte w nim wydarzenia i fakty, może on dojść do wniosku, że jest to film nieciekawy. Nie jest to masowe, pełne fajerwerków scenariuszowych kino, które, łechcząc widza, z każdej strony sypie żartami, zwrotami akcji i cudami nie z tej ziemi... bo nie o fabułę tu chodzi, lecz jej bohaterów oraz o to, jak reżyser filmu prowadzi dialog z widzem.


Jest to bowiem jedno z najwyższych osiągnięć sztuki filmowej. Film, który ogląda się, jak życie. Dzięki doskonałemu tempu, narracji, specyficznemu rodzajowi ujęć i scen, widz przechodzi przez otwarty ekran do środka świata filmowego. Staje się częścią tego miejsca i tego czasu. Bohaterowie filmu są dla widza prawdziwymi ludźmi, których poznaje podczas seansu. Emocje bohaterów obchodzą widza, jak uczucia znajomych, przyjaciół, bliskich. Razem z bohaterami filmu, widz przeżywa fragment ich życia. Poprzez seans, doświadcza życia innych tak, jakby sam miał w nim swój udział. Dzięki temu, wychodzi on z seansu bogatszy.

"Zawieszony krok bociana" trafia w samo sedno istoty sztuki filmowej. Rozwija u widza poczucie piękna. W sposób nieoczywisty, opowiada o duchowości i dążeniu do szczęścia oraz ideałów. Stawia pytania, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Portretuje relacje międzyludzkie wzbudzając u widza empatię. Wreszcie, już całkiem przyziemnie, porusza (w 1991 roku!) temat problemu uchodźstwa i emigracji. Nawet pojawia się tu historia o wędrówkach ludów spowodowanych zmianami klimatu (!?). Wreszcie, są tu osobiste problemy, dramaty, wątpliwości i ból.

Wiele jest tu doskonałych scen, jak ta ze ślubem pomiędzy panną i panem młodym, stojącymi po przeciwnych brzegach rzeki granicznej. Nie ma zbędnych przyśpieszeń. Wszystko trwa naturalnie długo, wiele ujęć nawet kilka minut, a każdy element kadru ma swoje znaczenie. Sporo tu metafor, drugich i trzecich znaczeń. Nic nie pada wprost z ekranu, bo nic nie jest czarno-białe, jak to w życiu.


Bohaterowie są ludźmi z krwi i kości. Posiadają wady i zalety, przeżywający chwile szczęścia i bólu. Gra aktorska to popisy Patrikareasa, Mastroianniego i Moreau, które nie wylewają się z ekranu na widza, lecz ich geniusz objawia się w detalach, drobnych grymasach, a przede wszystkim w tym, że każdy z nich posiada swoją treść, znaczenie. Tu nie ma wydmuszek.

O reżyserii pisać nie będę, bo wszystko, co napisałem wyżej, układa się w laurkę dla Angelopoulosa. Pochwalę jeszcze muzykę, która podkreśla poetyckość najpiękniejszych ujęć.

Wspaniały! Arcydzieło!

"Zawieszony krok bociana" nagrodziłem znakiem jakości KYRTAPS Poleca!


Zawieszony krok bociana
reż. Theodoros Angelopoulos, 1991

Moja ocena: 10 /10

Ruda wiewiórka

...czyli Almodovar by tego nie wymyślił.



Cała historia jest nieco postrzelona, jakby narodziła się w głowie wariata. I tak właśnie się ją ogląda. Pasują do niej bohaterowie, którzy do najbardziej normalnych nie należą. W powietrzu unosi się psychodeliczna atmosfera, która utrzymuje się cały film, budując u widza uczucie niepokoju. Bohaterowie są w ciągłym zagrożeniu, choć nikt ich nie goni. Realizują swoje chore plany posługując się kłamstwem.


Nic nie jest tu oczywiste. Widz cały film jest umiejętnie zwodzony przez twórców filmu. Jeżeli coś wydaje się zrozumiałe i już wyjaśnione, prędzej czy później okaże się, że było zupełnie odwrotnie. Mimo, że historia jest dosyć karkołomna, całość układa się w spójny i logiczny obraz. Nawet najbardziej niewiarygodne zagrania i wątpliwości widza, od razu są wyjaśniane i uzasadniane.

Utrzymuje się atmosfera napięcia, a niektóre sceny są niczym wyrwane z dobrego dreszczowca. Sporo tu metaforycznych ujęć i symboli. Wiele wyjaśniają liczne sceny oniryczne. Nie brakuje także odrobiny surrealizmu.


Dominuje jednak chory romans pomiędzy dwojgiem głównych bohaterów. Ona ma wypadek na skuterze i traci pamięć. On wykorzystuje to, wmawiając jej, że jest jej facetem i że mieszkają razem.

Zdjęcia i muzyka jakoś szczególnie nie zachwycają, wręcz nie zwraca się na nie uwagi podczas oglądania filmu. Reżyser też jakoś szczególnie nie popisuje się autorskimi zagraniami. Tempo filmu jest dość duże, ale dłuższych pauz nie brakuje, bo ten szalony wir pasuje do treści oraz do niezwykle karkołomnej i odjechanej historii dwojga bohaterów, ich wzajemnych gierek w chorej relacji. To własnie scenariusz sprawia, że ten film jest tak wyjątkowy, unikalny, oryginalny. To on gra tu pierwsze skrzypce. Sprawia, że ten obraz ma szansę zrobić na Was wrażenie podczas seansu, a myśl o nim może pozostać z Wami nieco dłużej po seansie. Zrozumieć zachowania bohaterów i odnaleźć w nich cząstkę siebie na pewno będzie bardzo trudno, jednak całość jest dosyć przekonująca, więc jest w niej jakaś prawda.

Dzieło Julio Médema jest mało znane w Polsce, a szkoda, bo to kawał oryginalnego, bardzo dobrego kina, które postanowiłem wyróżnić, nagradzając znakiem jakości KYRTAPS Poleca!


Ruda wiewiórka
reż. Julio Médem, 1993

Moja ocena: 8 /10

wtorek, 28 lipca 2015

Sezon na kaczki

To jeden z tych filmów, które mają wszystkie niezbędne cechy, aby stać się kultowymi. „Sezon na kaczki” jest czarno–biały, a jego akcja dzieje się jednego dnia, w dwóch pomieszczeniach jednego małego mieszkania. Na ekranie obserwujemy czterech zwyczajnych bohaterów, którzy na dodatek... nie mają za dużo do roboty. Atmosfera jest jakaś dziwna, senna. Niby nic się nie dzieje, a człowiek patrzy się na ekran jak zahipnotyzowany... albo jak bohaterowie na obraz z kaczkami.

Z "Sezonem na kaczki" kojarzą mi się różne inne, dające się równie bardzo lubić, kultowe filmy – „Klub winowajców”, „Sprzedawcy”, „Stań przy mnie”.



Sezon na kaczki” kultowym jeszcze nie jest, gdyż w Polsce mało kto o nim słyszał. Tym bardziej, zachęcam do jego obejrzenia. Niech nie zniechęci was fakt, że wolno się rozkręca, a kolejne ujęcia i sceny toczą się powoli, sennie, bo to dzięki nim możemy wpaść w pewnego rodzaju letarg, wkraczając emocjonalnie w świat bohaterów.

A są nimi dwaj nastolatkowie, którzy wykorzystują nieobecność rodziców, aby pograć w strzelanki na konsoli i przegryźć chipsy popijając kolą. Przerywa im pukanie do drzwi nastoletniej sąsiadki, która chce skorzystać z piekarnika, aby upiec ciasto. Na dokładkę wpada jeszcze dostawca pizzy.

Nie, nie. Nic z tego. Nadal nic się nie dzieje. Nawet długie przerwy w dostawie prądu nie przerywają leniwej atmosfery obijania się i wspólnego siedzenia. 



Jednak to tylko pozory. Dla każdego z bohaterów ta niedziela jest bardzo ważna. W gruncie rzeczy, wystarczy, że tylko wspólnie siedzą, bo czują się ze sobą dobrze. Jak kaczki lecące w kluczu wspierają się w locie przez życie. Potrzebują tego, bo każdy z nich ma swoje problemy i wątpliwości. Każdy z nich dorasta, zmaga się z pytaniami dotyczącymi zarówno swojej przyszłości, jak i przeszłości. Wybiera drogę w życiu stojąc na rozdrożu. Nic dziwnego zatem, że (nienachalnie, bardzo naturalnie) przewijają się tu takie tematy, jak kłopoty rodzinne, rozwód, rozstanie. Jest tu poruszany problem niezrozumienia w domu, niemoc odnalezienia się w roli, jaką obecnie się w życiu pełni. Są też pierwsze fizyczne doznania oraz pytania o tożsamość seksualną. Pojawiają się podczas tego spotkania, do tej pory trzymane przez bohaterów głęboko w sobie, emocje. A wszystko to rozgrywa się tak, jakby nigdy więcej nie miało się powtórzyć. To pierwsze i jedyne ich spotkanie. „Nie będzie już więcej niedziel”.

Podsumowując, prosta forma, mnóstwo życiowej mądrości, niepowtarzalny klimat i sporo humoru.


Film został nagrodzony znakiem jakości „KYRTAPS Poleca! przyznawanym od 2007 roku mało znanym filmom wyróżniającym się pod względem artystycznym. Poprzednio znak jakości został przyznany w 2012 roku filmowi Alaina ResnaisaWujaszek z Ameryki”. 


Sezon na kaczki
reż. Fernando Eimbcke, 2004

Moja ocena: 8 /10

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Czarne słońca

Film ten jest niesamowity, oryginalny, punk rockowy, industrialny, bardzo wyrazisty. Pełno w nim dymu i niepokojącej muzyki Kultu. Znajdziecie w nim sporo nieoczywistych, często metaforycznych treści, trochę pokręconą, oderwaną od ziemi fabułę.

"Czarne słońca" to jedno z tych dzieł, które można pokochać lub wyłączyć po dziesięciu minutach, ale na pewno trzeba je docenić. Jaka będzie Wasza reakcja? Przekonajcie się sami:

 
Czarne słońca
reż. Jerzy Zalewski, 1992

piątek, 30 grudnia 2011

W zawieszeniu

On żyje, ale co to za życie!?

Na samym początku to jest czeski film. Ma się wrażenie, że przełączyło się na inny kanał, że weszło się godzinę spóźnionym do sali kinowej. Więcej, cały czas coś się dzieje, o coś chodzi, ale my jeszcze nawet nie wiemy, kto jest kim i co to w ogóle ma być.

Na szczęście później są napisy początkowe, duży tytuł i wstęp tuż po nim. Sytuacja wyjściowa jest następująca - skazany za działalność w AK, Marcel ucieka z więzienia i gubiąc tropiące go UB odwiedza swoją potajemnie poślubioną ukochaną. Los sprawia, że nie ma dalej dokąd uciec i zostaje u niej w piwnicy...



Dni mijają, nadzieja na zmianę sytuacji politycznej umiera. Wyjście z piwnicy grozi śmiercią. Bohater cierpi - czeka, choć sam nie wie na co.

"To bez sensu [...] co ja udaję."
"Ja tu leżę jak ziemniaki, jak węgiel."
"Boję się odejść, boję się zostać!"

Dzięki fantastycznej grze aktorskiej (Radziwiłowicz i Janda), emocje żyją na ekranie. Problemy bohaterów rosną, oni sami kolejno upadają i pomagają sobie wzajemnie się podnosić. Sytuacja tragiczna nie daje szans na rozwiązanie, a kolejne dni przynoszą nowe komplikacje.



Wszystko pokazane jest subtelnie. Dramaturgia kolejnych wydarzeń jest umiejętnie oddawana dzięki znakomitemu scenariuszowi i jeszcze lepszej reżyserii. Mimo, że był to debiut reżyserski Waldemara Krzystka, poziom umiejętności zaprezentowany w tym filmie jest mistrzowski.

Muzyka jest bardzo niepokojąca, szarpana. Utrzymuje nastrój strachu. Doskonale się sprawdza. Także wielką rolę w tym dziele ma dźwięk. Zaznacza się on szczególnie w ostatnim ujęciu. Kamera się cofa, ostrość zostaje bez zmian, więc pierwszy plan stopniowo się rozmywa i w powietrzu unosi się tylko cisza przerywana tykaniem starego zegara.

Wspaniałe dzieło!
Przyznaję mu znak jakości "KYRTAPS Poleca!".

Symbol "KYRTAPS Poleca!" od 2007 roku przyznaję mało znanym filmom wyróżniającym się pod względem artystycznym. To drugi i ostatni przyznany znak w 2011. Więcej informacji na ten temat znajdziecie tutaj.



W zawieszeniu
reż. Waldemar Krzystek, 1986

Moja ocena: 9 /10

poniedziałek, 26 września 2011

Ślubowanie

Krzyżem wyważając drzwi kościoła.

Pewnemu wieśniakowi zachorował osioł. Pomodlił się on do Iánsan - pogańskiej odpowiedniczki św. Barbary - i obiecał, że jeżeli uzdrowi Ona osła, w dowód dziękczynienia w święto Barbary przyniesie do najbliższego kościoła na własnych plecach samorobotny, wielki drewniany krzyż.



Film rozpoczyna sekwencja, gdy nasz bohater, niczym Jezus na swojej drodze krzyżowej, pokonuje wiele kilometrów, aby w towarzystwie żony dotrzeć do kościoła. Później dramat rozkręca się na dobre. Żona go zdradza, a ksiądz nie zgadza się na wniesienie krzyża do kościoła i zamyka przed nim drzwi. Fabuła staje się tym gęstsza, że człowiek zyskuje poparcie tłumu, a jego osoba wzbudza sensacje ściągając zainteresowanie mediów. Przy okazji okoliczne sklepy robią dobry interes, a w knajpach przyjmuje się zakłady.



Oglądając to dzieło chwilami miałem wrażenie, że mógłby je nakręcić Bunuel. Pod względem stylu przywodzi na myśl jego meksykańskie obrazy. Poza tym, znaleźć można tutaj wiele znakomitych, symbolicznych ujęć, a wszystkie one naturalnie wynikają ferworu akcji. W całym filmie, w zasadzie przed kościołem, wiele się dzieje. Tańczy tłum, żyje ulica i okoliczne knajpy. Pada tutaj dużo słów, dużo tu ludzi i ruchu, a mimo to, łatwo się w tym wszystkim odnaleźć. Kolejne zwroty akcji następują w odpowiednim po sobie czasie, a cała ta sytuacja wyjściowa uruchamia wiele wątków i rozpatrywana jest pod licznymi względami.



Dzieło to wyraziste, dosadne i nie tak dosłowne, jakby mogło się wydawać. Sympatyzuje nieco z bohaterem, ale pozwala widzowi samodzielnie ocenić wydarzenia. Pomysł na wyjściową sytuację dramaturgiczną dosyć oryginalny, wykonanie czysto techniczne dobre.

Film wyróżniam znakiem jakości "KYRTAPS Poleca!".

Znak jakości "KYRTAPS Poleca!" od 2007 roku przyznaję mało znanym filmom wyróżniającym się pod względem artystycznym. To pierwszy przyznany znak w tym roku. Więcej informacji na ten temat znajdziecie tutaj.



Ślubowanie
reż. Anselmo Duarte, 1962

Moja ocena: 9 /10