Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Wajda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Wajda. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Powidoki

Ważna treść, odstraszająca forma, mało przemyślany i słabo dopracowany scenariusz

Bardzo ciekawy portret artysty. Dramat jednostki, której przyszło żyć w czasach, w których sztuka musiała być realizowana wyłącznie na zamówienie polityczne. Przekonująco zostały przedstawione losy Władysława Strzemińskiego – a raczej pewna ich część, tj. życie zawodowe, działalność twórcza i dydaktyczna. To właśnie na te wątki z życia głównego bohatera położono główny nacisk, kosztem wątków pobocznych relacji z żoną i córką, które pozostały w tle. Uwypuklone zostały tu postawy bohatera, takie jak walka o wolność wypowiedzi artystycznej, postępowanie w zgodzie ze swoimi ideałami pomimo nacisków i represji. Uczy on studentów, że koniecznym jest samodoskonalenie, szukania własnych środków wyrazu oraz nieskrępowane wyrażanie siebie poprzez sztukę, co stoi w sprzeczności z narzuconą przez władze poetykę socrealistyczną. Strzemiński naraził się władzy ludowej, więc zaczął obrywać z każdej strony. Wyrzucono go z pracy, utrudniano pracę zarobkową. Pomimo przeciwnościom losu, trudnej sytuacji wyjściowej (niepełnosprawność, brak relacji z żoną, konieczność wychowywania córki) i sporu z zarządem instytucji artystycznych, trwa on heroicznie w zgodzie ze sobą i wyznawanymi przez siebie wartościami.


Teatralne aktorstwo oraz drętwe i mało przekonujące dialogi od początku zniechęcają do tego filmu. Ponadto sporo w nim patosu i przeintelektualizowania. To twardy, zimny i dumny pomnik, wpisujący się w tę część twórczości Wajdy, której nigdy nie mogłem znieść. Świat filmowy jest czarnobiały, z wyraźnym podziałem na dobrych i złych. Postawy bohaterów są zatem łatwe do przewidzenia, wręcz schematyczne. Postaci są mało skomplikowane, o ubogiej psychologii i słabo umotywowanych zachowaniach, o ile nie są one związane z głównym wątkiem filmu. Niejasne są uczucia i czyny głównego bohatera wobec córki i studentów  chwilami zupełnie wyprane z emocji, przez to nieprzekonujące. Słaba jest także dramaturgia poszczególnych scen i sekwencji.



Po mało interesującym początku, w którym głównie rażą liczne mankamenty filmu, z czasem rozwój wydarzeń, wynikający z pogłębiania się dramatu głównego bohatera, sprawia że można dać się wciągnąć. Szkoda tylko, że po seansie w głowie zostaje jedynie toportny język utworu oraz jedna (bo jedyna) poetycka scena z samej końcówki… a nawet ona nie sprawia dobrego wrażenia, bo kontrastuje z resztą filmu, jest zupełnie oderwana od stylu całości obrazu i wyrwana z ciągłości fabuły.

Powidoki
reż. Andrzej Wajda, 2016

Moja ocena: 4 /10

piątek, 27 września 2013

Wałęsa. Człowiek z nadziei

Tego filmu nie muszę nikomu polecać ani odradzać. Większość z Was, prędzej lub później, i tak go zobaczy.

Niewątpliwie największym jego atutem jest temat. Z jednej strony kontrowersyjny, z drugiej bardzo chwytliwy, od razu kojarzący się, powiązany z historią najnowszą naszego kraju i całej Europy Środkowej. To on sprawia, że do kina popędzą zarówno wycieczki szkolne, jak na niesławne ekranizacje lektur, ale także młodzież 60+, która będzie chciała powspominać minione lata. Wreszcie, do kina pójdą osoby zainteresowane historią, polityką, filmem. 

2xW - nie dość, że Wałęsa to jeszcze Wajda - i jak tu nie ma zostać pobity rekord frekwencji? Ten film ma murowany sukces komercyjny niezależnie od tego, jaki zły on by nie był. Sukces promocyjny osiągnął jeszcze przed oficjalną premierą na festiwalu w Wenecji. Za granicą Lecha Wałęsę znają prawie wszyscy, Wajdę większość, więc połączenie sił dwóch panów na W. jest wielką szansą na reklamę Polski i polskiego kina.


Wierzę, że wreszcie do Polski przyleci Oscar w kategorii "Najlepszy film nieanglojęzyczny". "Człowiek z nadziei" jest dziełem bardzo przystępnym i pełnym humoru. Do tego sam reklamuje się swoim tytułem i dzięki niemu wzbudza ogromne zainteresowanie za granicą. Chwilami przypomina wręcz amerykańską, hollywoodzką sieczkę, więc nasz oczywisty kandydat do Oscara ma spore szanse, aby tę nagrodę zdobyć. Mogłaby ona być wynagrodzeniem nie tyle wątpliwej jakości samego obrazu, ale stanowić pomnik dla Wałęsy i Wajdy, który wielokrotnie był nominowany w tej kategorii, a dostał Oscara tylko za całokształt twórczości.















Ten film to produkt polski. Rzemieślniczo wykonana laurka dla Lecha Wałęsy. Wszystkie kolejne sceny z życia szefa Solidarności zostały odfajkowane poprzez bardziej lub mniej dokładne ich wykonanie, sfilmowanie i zmontowanie.

To film przystępny, robiony pod bardzo szeroką publiczność, więc ogląda się go bardzo dobrze. Dwie godziny mijają szybko. Zaskakująco dużo w tym wszystkim humoru, żartu, można chwilami na prawdę się pośmiać.

Jest tu sporo scen podkreślających charakter Lecha Wałęsy. Jak to w biografii, całość skupia się przede wszystkim na tytułowym bohaterze pozostawiając tło historyczne daleko w tle. Niestety, z tego powodu czasem trudno dojść do tego, co się aktualnie dzieje i, np. po co bohaterowie siedzą gdzieś zamknięci. Poza tym, kolejne wydarzenia nie zawsze są ze sobą spójne i jedne nie do końca wynikają z drugich. Niektóre są przesadnie rozwleczone, inne mocno pourywane i rzucone ni stąd, ni zowąd.

Nie zachwyca montaż. Sprawia wrażenie, że film był w pośpiechu sklejany, bo terminy goniły, zbliżał się festiwal i film trzeba było pokazywać. Niestaranna charakteryzacja powoduje, że Wałęsa nienaturalnie szybko zmienia swój wygląd, np. po 4 latach nagle wygląda 20 lat starzej i jest cały siwy. Może to dezorientować widzów.















O jakieś spójnej estetyce filmu również trudno mówić. Początek jest nakręcony jak serial z TVN-u. Później widzimy ratowanie scenariusza i opieranie fabuły o sprawdzony motyw wywiadu z przeplataniem zdjęć archiwalny, stylizowanych na archiwalne oraz dziejących się na bieżąco. Wszystko to jednak sprawia wrażenie bylejakości. Jakby nikt nie miał pomysłu na ten film i sięgnął do szuflady po sprawdzone, gotowe modele z przed 30 lat. 

Ogólnie trudno doszukać się tutaj czegoś filmowo dobrego. Nie ma żadnych pomysłów reżyserskich (nie to, co w "Tataraku"). Nie ma nawet chwili na zatrzymanie się, wprowadzenie jakiegoś elementu poetyckiego, jakieś metafory, symbolu. Wszystko zostaje podane na talerzu, jest prostackie do bólu.

W politykę na pewno wdawał się nie będę, ale na pewno sporo osób zauważy podkreślanie na każdym kroku tego, jakie to były czasy, w jakiej to sytuacji był TW "Bolek", że musiał podpisać papier. Z drugiej, strony na ekranie również widać, że Wałęsa nie zawsze mądrze postępował i nie jest jakoś przesadnie kreowany na superbohatera.

Mi najbardziej podobała się rola Agnieszki Grochowskiej. Wykreowana przez nią Danuta Wałęsa nie tylko błyszczała na ekranie, ale także sceny z jej udziałem posiadały największy ładunek emocjonalny. Jeszcze jeden plus mogę dać za polskie, rockowe przeboje puszczane w tle. 

Całość w miarę przyzwoita, da się oglądać. 


Wałęsa. Człowiek z nadziei
reż. Andrzej Wajda, 2013

Moja ocena: 4 /10